środa, 9 sierpnia 2017

Przeliterowane(j) nawyki czytelnicze


Słodki jeżu, dawno nie miałam takiego blogowego przestoju, ale muszę się Wam przyznać, że ostatnie dwa tygodnie były naprawdę szalone. Miałam przyjemność uczestniczyć lub organizować kilka naprawdę wspaniałych przedsięwzięć, a poza tym znów trafiłam na książkę, która jest interesująca, ale trudno się ją czyta. Chyba każdy czytelnik ma jakiegoś swojego bzika, dlatego, w ramach przerywnika, tak jak wielu blogerów, postanowiłam pokazać Wam pięć moich czytelniczych nawyków. 
Oto one:




1. Czytam tylko książki w wersji papierowej i nałogowo je wącham
Przyznaję, że będąc na studiach częściej czytałam (między innymi na wykładach) wszelkiego rodzaju wersje elektroniczne książek, bo tak po prostu było mi wygodniej. Prawda jest jednak taka, że to nie to samo, co trzymanie "prawdziwej" książki w ręce. No i ta ekscytacja, kiedy czeka się na paczkę z nowymi nabytkami... Prawie zawsze, zamawiając książki przez Internet, wybieram jako sposób dostawy Paczkę w RUCHu. Kiedy dostaję z samego rana smsa, że moje nowe maleństwa już na mnie czekają, a ja muszę siedzieć tych kilka godzin w pracy ze świadomością, że one tam siedzą takie samotne i stłoczone w tej paczce, to moje stęsknione serduszko cicho kwili (taka mi się figura poetycka zakradła :D) Ale jak już mogę otworzyć moją paczkę... to zmieniam się w klasycznego niuchacza i chłonę moje wspaniałości wszystkimi zmysłami :)


2. Kiedy czytam, to i piszę
Ten nawyk podpatrzyłam w blogosferze i wprowadziłam niedawno, ale bardzo szybko wszedł mi w krew. Otóż założyłam zeszyt, w którym na pierwszej stronie zapisuję tytuły przeczytanych książek i moją ocenę, a na następnych notuję wszystko, co tylko nasunie mi się podczas czytania. Może i wydłuża to czas czytania, ale za to jak ułatwia potem pisanie recenzji :) Wcześniej robiłam bardzo pobieżne notatki, "bo przecież będę pamiętać", ale wiele rzeczy mi umykało. Dzięki zeszytowi, który zawiera teraz, co prawda czasem chaotyczne, ale rzetelne notatki, nie spędzam połowy dnia na skleceniu paru zdań na blogu. A jeśli czytam gdzieś w terenie, staram się mieć przy sobie notes, albo robię notatki w telefonie :)


3. Nie mogę żyć bez znaczników
Znaczniki to kolejna rzecz przydatna do czytania pod kątem późniejszej opinii o książce. Zaznaczam absolutnie każde zdanie, które zwróci moją uwagę, dzięki czemu mogę potem wybrać najciekawsze według mnie cytaty. Zdarza się, że w książce nie ma ich zbyt wiele, ale czasem naprawdę mnie ponosi, czego dobrym przykładem jest "Krótka historia siedmiu zabójstw".


4. Kolekcjonuję tytuły
Jakiś czas temu zamarzyła i się tablica korkowa, która pomogłaby mi jakoś żyć z moją postępującą sklerozą i natłokiem obowiązków. Mój Luby nie certoli się z jakimiś półśrodkami, dlatego od razu zainstalował mi taką trochę większą niż format A1, a ja, zamiast przyczepiać do niej przypominajki o ważnych terminach, rzeczach do zrobienia itp., zasypuję ją tytułami książek, które zainteresowały mnie podczas buszowania w internetach albo zostały przez kogoś polecone. Trochę się tego już nazbierało, a na miejsce jednego tytułu, w który się zaopatrzę zazwyczaj przybywają trzy inne, więc jeśli na jakimś blogu piszę, że zapisuję tytuł, to tak jest naprawdę :D  


5. Standardowe miejsca do czytania
... to nie dla mnie :) Dobra, może trochę przesadzam, bo tak naprawdę nie liczy się miejsce, w którym się czyta, a trzymana w rękach książka. Mam jednak dwa ulubione miejsca, w których celebruję czytanie. Jest to hamak zawieszony między dwoma śliwkami u moich rodziców i... wanna. Czy może być coś lepszego niż delikatne bujanie, cień drzew i lekki wiaterek na twarzy albo aromatyczna piana, ŚWIĘTY SPOKÓJ i dobra lektura??? Dla mnie takie połączenia są lekiem na całe zło :D  

Podczas pisania tego posta nasunęło mi się jeszcze wiele rzeczy, które są nieodłączną częścią mojego okołoksiążkowego życia, ale chętnie poczytam o tym, jakie są Wasze czytelnicze bziki :)

Big up! 



22 komentarze:

  1. Ja też wolę wersje papierowe, choć czytnik ma jedną, niezaprzeczalną zaletę - zawsze znajdzie się na niego miejsce w torebce/plecaku/kieszeni (to w ekstremalnych sytuacjach). Dla równowagi zawsze mam zaczęte przynajmniej dwie książki, jedną w domu papierową, a "w trasie" coś na Kindle :)

    I cały czas sobie obiecuję, że zacznę robić notatki w czasie lektury, tak jak Ty to robisz - niestety, na obietnicach się kończy, bo "przecież będę pamiętać", a szkoda mi przerywać lekturę. Oczywiście potem NIE pamiętam :(

    Pozdrawiam!
    Ewelina z Gry w Bibliotece

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, dobry patent z tymi dwiema książkami :) I to prawda, czytnik ma jednak tę niezaprzeczalną zaletę, że zajmuje niewiele miejsca.

      Usuń
  2. Ja również mam świra na punkcie znaczników :D
    Ale do pisania notatek podczas czytania wciąż nie mogę się zmotywować, choć wiem, że rzeczywiście mogłoby to skrócić czas pracy nad recenzjami.
    Pozdrawiam!
    Zapraszam na konkurs, w którym do wygrania jest książka “Moja Lady Jane”

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też dość długo nie mogłam się przestawić na notowanie podczas czytania, ale teraz widzę ogromną różnicę przy tworzeniu postów :)

      Usuń
  3. Ta tablica z tytułami ksiazek, ktore Cie zainteresowaly i chcialabys przeczytac bardzo mnie zaintrygowala i tez chyba sobie taką stworze. :D Ja nigdy nie przekonam się do czytania elektronicznego. Cały urok w czytaniu kryje sie przeciez w stronach, ktore moze przerzucać:) Kiedys tez notowałam sobie swoje przemyslenia podczas czytania, ale jakos teraz juz tego nie robię:)
    Pozdrawiam i zapraszam tez do mnie:)
    (recenzentka-ksiazek.blogspot.com)
    Obserwuje:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak... książki papierowe mają w sobie jakąś magię :) Co prawda przymierzam się do zakupu czytnika, ale jakoś dziwnie zawsze schodzi to na dalszy plan, kiedy na mojej półce stoi tyle cudowności.

      Usuń
  4. Nigdy nie robiłam notatek jeszcze w trakcie czytania, zazwyczaj robię wszystko po lekturze, ale spróbuję, czy na mnie to działa. Bardzo lubię czytać kilkanaście książek naraz, a gdzieś koło mojego łóżka zawsze jest pokaźny stos. A co do samego zamawiania książek - znak to uczucie, też zamawiam często paczkę w Ruchu i z niecierpliwością czekam na SMS, a potem na koniec dnia w pracy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie z kolei wcześniej zdarzało się czytać kilka książek na raz, a teraz tego unikam, bo w efekcie nie mogę skończyć żadnej.

      Usuń
  5. O, widzisz, a ja mam nieustanny problem z robieniem notatek podczas czytania. Bardzo bym chciała, bo ułatwiłoby mi to pisanie na blogu, ale nie umiem się oderwać i po prostu zacząć pisać :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak miałam. W sumie zaczęłam robić notatki przy książce, która nie wciągnęła mnie bez reszty, a potem już weszło mi to w krew :)

      Usuń
  6. Och, ja ja nie znoszę tego, "przecież będę pamiętać", ale skoro tak jak Ty czytam, gdzie się da, to nie zawsze uda mi się notować, a potem zamiast pisać recenzję, wpatruję się w monitor i sobie przypominam... ;)
    A będąc już przy czytaniu w każdym miejscu, może zechciałabyś dołączyć do Drużyny Pogromców Nudy?
    /Pozdrawiam,
    Szufladopółka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, nie da się notować zawsze i wszędzie, ale i tak zawsze dobrze jest próbować :) Drużyna Pogromców Nudy? - Brzmi ciekawie :D

      Usuń
  7. Ja też kocham papier i stale kupuję nowe książki, chociaż nie mieszczą się już na nowiutkim, wielgachnym regale. W drodze kompromisu zaczęłam jednak korzystać z Kindle'a. W ciągu 5-godzinnego lotu potrafię przeczytać sporą część książki. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, u mnie też książki powoli przestają się mieścić, a na wielkość regału również nie powinnam narzekać :)

      Usuń
  8. Ja czytam wszędzie gdzie się tylko da i niestety nie robię notatek, co się potem mści gdy recenzji nie piszę tuż po przeczytaniu książki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem o czym mówisz, zwłaszcza, jeśli zbierze się pokaźny stosik książek do recenzji :)

      Usuń
  9. Ja zapisuję wszystko w kalendarzu, potem wracam do niego i wspominam wszystkie przeczytane książki:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Długo nie mogłem się przekonać do elektronicznych książek, ale wygoda czytania podczas podróży komunikacją miejską sprawiła, że z nich coraz częściej korzystam. Jednak nadal najchętniej sięgam po papierowe egzemplarze, zwłaszcza w przypadku komiksów. Ciągle obiecuję sobie, że zacznę robić notatki, ale realizacja wychodzi mi tak sobie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I właśnie ta wygoda korzystania z czytnika w każdym miejscu coraz bardziej mnie kusi...

      Usuń
  11. Też nie czytam e-booków, chociaż dawno, dawno temu zdarzyło mi się, gdy musiałam poczekać na kupno papierowej albo coś w tym stylu xD Wtedy wciągałam je jak odkurzacz.
    O kurde, to nie chciałabyś wąchać "Zaklinacza ognia", Jezu, aż oczy łzawiły.
    Pozdrawiam ciepło! :)
    Kasia z niekulturalnie.pl :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam Twój dramat związany z tą książką i nie mówię tylko o zapachu :D

      Usuń