środa, 26 lipca 2017

Sława, przeszłość i rock'n'roll - "Nie zapomnij mnie" Anny Bellon

Miało być "po mojemu", bez żadnych książkowych eksperymentów, trzymanie się listy czytelniczej i tak dalej. No i co? - To, co widać. "Krótka historia siedmiu zabójstw" zostawiła mnie ze strasznym książkowym kacem, więc potrzebowałam czegoś naprawdę lekkiego. Wydawało się, że "Nie zapomnij mnie" spadło mi z nieba, jednak jest jedno takie małe "ale"... JA PRZECIEŻ NIE CZYTAM MŁODZIEŻÓWEK!!! Nigdy i pod żadnym pozorem. Jeden jedyny wyjątek miała stanowić "Diabolika", wobec której zżarła mnie ciekawość i na tym koniec. Tak, Aleksandro, jesteś bardzo konsekwentnym człowiekiem.
 
 
 
 
 
 
Tytuł: Nie zapomnij mnie
Autor: Anna Bellon
Wydawnictwo: OMG Books (Znak)
Liczba stron: 272
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Na "Uratuj mnie", pierwszą część serii "The Last Regret", wpadłam na Wattpadzie i moją uwagę zwróciły piosenki wplecione do fabuły, które mniej lub bardziej wpisywały się w mój gust muzyczny. Przeczytałam kawałek, ale jakoś zajęłam się innymi rzeczami. Wydawało mi się, że to jednak nie dla mnie i zapomniałam o tym na amen. Na początku nie skojarzyłam, że "Nie zapomnij mnie" to kontynuacja, ale jak już dodałam dwa do dwóch, to przed lekturą postanowiłam dokończyć pierwszą część. Muszę powiedzieć, że ta historia wywołała we mnie pewien sentyment, bo oprócz standardowego scenariusza, w którym główna bohaterka izoluje się od świata, bo nie może sobie poradzić z tragedią z przeszłości i "naprawia ją" obłędnie przystojny bad boy, historia opowiada o tworzeniu przez młodych ludzi zespołu rockowego, który pozwala im wyrazić siebie. I, jako żywo, miałam przed oczami liceum i pierwszy zespół mego Lubego. Ach, ta ekscytacja, próby i pierwsze koncerty na szkolnych uroczystościach... to były czasy :) 
 
Co tu dużo mówić, przeczytałam "Uratuj mnie" w jeden wieczór, było kilka dram, Kyler - główny bohater - nie był takim typowym bad boyem, a zakończenie historii jego i Mai było kompletne, więc ciekawa byłam, w jaki sposób autorka przedstawi losy innego członka The Last Reggret - Olly'ego. 
 
Zespół osiągnął oszałamiającą sławę: płyty rozchodzące się jak świeże bułeczki, trasa koncertowa w najciekawszych miejscach USA, nagrody, niemal nabożne uwielbienie fanów i wydawanie hitu za hitem. Wszystko to stało się udziałem paczki przyjaciół, których łączy zdecydowanie więcej niż muzyka i rockowy styl bycia. Mimo to Oliver nie może się tym cieszyć w pełni. Dręczą go wspomnienia sprzed pięciu lat, kiedy jego pierwsza miłość, Nina, zostawiła go bez pożegnania w momencie, kiedy wydawali się być bardzo szczęśliwi razem i łączyło ich dużo więcej niż tylko młodzieńcze zauroczenie. Stara się leczyć złamane serce kolejnymi związkami, które zawsze okazują się niewypałami, aż do dnia, w którym Nina ponownie pojawia się w jego życiu. Co takiego zmusiło ją do wyjazdu? Jaką skrywa tajemnicę?
 
 
 
Jak widać, przynajmniej dla mnie, szkielet fabuły jest raczej wtórny. Jednak to, co mnie w tym wypadku zainteresowało, to fakt, że nasi bohaterowie wychowali się w sierocińcu. Miałam nadzieję, że będzie to ważna część opowieści, niestety trochę się przeliczyłam. Stanowiło to pewien kontekst, ale autorka nie stworzyła z tego tła lub punktu wyjścia wydarzeń, a jedynie temat domu dziecka pojawił się w kilku fragmentach. Liczyłam na przedstawienie nie tylko emocji związanych ze wspomnieniami dzieciństwa spędzonego w takich warunkach, rzutujących na obecne życie, ale również na przedstawienie tego, co w domu dziecka może się dziać, czy opisu relacji z innymi wychowankami. To mogłoby pomóc bardziej wczuć się w sytuację Olivera. Trochę szkoda, co nie zmienia faktu, że historia jest spójna i szybko się ją czyta. 
 
Czytając "Nie zapomnij mnie" miałam wrażenie, że musiała ją napisać bardzo młoda osoba, bo język jest prosty i świetnie oddaje to, w jaki sposób rozmawia ze sobą młodzież. Nie pomyliłam się, bo Anna Bellon urodziła się w 1996 roku, więc pisze w zasadzie o swoich rówieśnikach. Jeśli za głównych odbiorców uznać młodych ludzi, to taki sposób jest bardzo dobrym zabiegiem, bo historia na pewno do nich trafi tak, że będą mogli poczuć się jej częścią. Swobodne wypowiedzi i przekomarzanki nadają też autentyczności relacji między przyjaciółmi. Nawet wplecione tu i ówdzie wulgaryzmy nie były przesadzone.
 
Główny wątek, czyli tajemnica Niny, był przewidywalny, a do tego niestety bardzo szybko zostaje wyjaśniony. Byłam jednak ciekawa, jak w związku z tym autorka dalej poprowadzi akcję. Pojawiła się kolejna tajemnica, która... też nie należała do najbardziej spektakularnych. Mam nadzieję, że nie wyjawię zbyt wiele mówiąc, że koniec końców nasi bohaterowie nie mieli za bardzo pod górkę :).

 
Dobrym pomysłem było według mnie to, że akcja rozgrywa się w USA. Nie oszukujmy się, nasze realia nie są najlepszym podłożem, żeby osiemnastolatkowie grający coś innego niż pop z miejsca stali się gwiazdami dużego formatu. A tak mamy możliwość towarzyszyć im w  niesamowitej trasie koncertowej i wsiąknąć w tak zwany high life. Poza tym wydaje mi się, że młodzi ludzie będą bardziej zainteresowani czytaniem o przygodach w Las Vegas niż o koncercie, dajmy na to, w Kielcach :) Po raz kolejny punkt dla autorki za znajdowanie wspólnego języka z czytelnikami.
 
Mimo wszystko jeśli już o tym mowa, takie tło jest lepsze dla stworzenia porywającej historii młodych ludzi, ale dla mnie sprawiło też, że jakkolwiek używany język jest wiarygodny, tak wydarzenia są trochę odrealnione. Bo bohaterowie borykali się z naprawdę poważnymi problemami, przy których problemy dnia codziennego zdawały się nie istnieć. W poprzedniej części został poruszony temat śmierci bliskiej osoby, przemocy domowej, w tej natomiast pojawia się sierociniec. Z drugiej strony relacja między członkami zespołu wygląda niemal idealnie - żadnych poważnych kłótni, chociaż spędzają ze sobą często 24 godziny na dobę, żadnych poważnych sprzeczek w związkach, a rodzice akceptują dosłownie każdą ich decyzję bez żadnych kazań, a niesamowita wręcz sława nie zmieniła ich ani odrobinkę, nawet tak troszeczkę. Ślub w Vegas? - proszę bardzo, rodzice sobie trochę pokrzyczą, ale im przejdzie. Dziewczyna, która odeszła bez słowa, wraca po pięciu latach? - jasne, synku, zaproś ją do nas na kolacje, tak dawno się nie widzieliśmy. Ech... żeby to było takie proste w prawdziwym życiu :)
 
Podsumowując: "Nie zapomnij mnie", podobnie jak "Uratuj mnie" na pewno spodoba się młodym ludziom, zwłaszcza tym, którzy lubią rocka. Każdy z bohaterów stanowi indywiduum i nie da się ich nie polubić. Cięte riposty i młodzieżowy język sprawiają, że powieść czyta się lekko i bardzo szybko. Dla mnie stanowiła odpowiedni przerywnik, jednak szukam w książkach czegoś innego. Gdybym trafiła na tę książkę kilka lat temu, pewnie byłabym zachwycona, ale teraz wracam do lektur bardziej w moim stylu ;)
5/10
 
Za możliwość przeczytanie dziękuję:
http://www.znak.com.pl/
 
 
Big up! 

18 komentarzy:

  1. Nie mówię młodzieżówkom nie, bo lubię czasem po jakąś sięgnąć. Ale ta to naprawdę, naprawdę nie moje klimaty ;)
    /Pozdrawiam,
    Szufladopółka

    OdpowiedzUsuń
  2. Czasem mam chęć sięgnąć po takie lekkie pozycje. Jednak wymagam od nich trochę oryginalności. Ta historia bardzo mi przypomina książki Niny Reichter. Do tego stopnia, że czytając Twój post zastanawiałam się nad różnicami miedzy opowieściami. Być może kiedyś przeczytam, choć nie ukrywam, że Twoja opinia nie przekonała mnie do powieści... Wyraźnie czegoś w tej historii brakuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytając recenzje młodzieżówek mam wrażenie, ze trudno znaleźć coś oryginalnego. W tym wypadku właśnie czegoś zabrakło.

      Usuń
  3. Tajemnica Niny to zdecydowanie minus tej książki, bo domyśliłam się jej, jeszcze zanim została ujawniona. Mimo wszystko z książką spędziłam miłe popołudnie. Uważam, że to dobra książka na letnie popołudnie dla niewymagających czytelników.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam podobnie i również uważam, ze książka idealnie nadaje się na letnie popołudnie :)

      Usuń
  4. Sięgam czasami po młodzieżówki,'ale tę chyba odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Oczywiście sięgam po młodzieżówki, tym bardziej, że mam młodych czytelników w domu, i właśnie im przekażę tytuł pod rozwagę, być może będą chcieli zaprzyjaźnić się z serią. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że "młodym czytelnikom" może się spodobać :)

      Usuń
  6. Mówisz, że piosenki są wplecione w fabułę? Hmm... ciekawie. Po młodzieżówki już raczej nie sięgam, ale może kiedyś wrócę jako do przerywnika...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie "Nie zapomnij mnie" było właśnie takim przerywnikiem :)

      Usuń
  7. Kocham rock, choć z młodością mi już nie po drodze 😂
    Niemniej książkę mam na półce i chętnie po nia sięgnę, pierwszy tom odrobinę mnie zawiódł, ale chce zobaczyć w jakim kierunku kształtuje się pióro autorki.

    OdpowiedzUsuń
  8. Książki tego typu są idealne na lato, czas relaksu i nicnierobienia. Nazywam to "odmóżdżaniem" - chyba spróbuję ;-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja też nie lubię sięgać po młodzieżówki, ale zdarza mi się to - szczególnie po sesji na studiach. A że studiuję polonistykę, to muszę czytać mnóstwo klasyków literatury i po prostu czasami nie mam wyjścia - muszę sięgnąć po coś lekkiego. :D Zostawię sobie gdzieś z tyłu głowy ten tytuł. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Młodzieżówki mogą dla dorosłych kończyć się rozczarowaniem, bo taki dorosły, znający wszystkie klucze kulturowe, doskonale wie, jak się skończy dany zwrot akcji. Ale ten dorosły zapomina, że skądś się tych zwrotów akcji nauczył - więc młodzież też musi.

    OdpowiedzUsuń
  11. Myślę, że jestem stanowczo za stara na książki tej autorki.
    Co prawda, lubię przeczytać sobie czasem dobrą młodzieżówkę, ale o serii Anny Bellon słyszałam zbyt wiele niepochlebnych opinii, by sięgnąć po jej książki bez uprzedzeń.:(
    Pozdrawiam!
    Zapraszam na konkurs, w którym do wygrania jest książka “Moja Lady Jane”

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie przepadam za takimi książkami. Zdecydowanie bardziej odnajduję się w kryminałach :)

    Pozdrawiam cieplutko i ściskam :*
    M.
    martynapiorowieczne.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń