piątek, 26 maja 2017

Anders Morderca i przyjaciele (oraz kilkoro wiernych nieprzyjaciół) - Jonas Jonasson



 






Tytuł:Anders Morderca i przyjaciele (oraz kilkoro wiernych nieprzyjaciół)
Autor: Jonas Jonasson
Wydawnictwo: W. A. B
Liczba stron: 352
7/10






 

Doczekałam się. Po fantastycznym "Stulatku, który wyskoczył przez okno i zniknął" oraz równie dobrej "Analfabetce, która potrafiła liczyć" przyszedł czas na trzecią odsłonę twórczości szwedzkiego pisarza Jonasa Jonassona, czyli książkę "Anders Morderca i przyjaciele (oraz kilkoro wiernych nieprzyjaciół)". Szczerze mówiąc, nie wiedziałam, czego się spodziewać po tej pozycji i z jednej strony baaaaardzo chciałam ją przeczytać, a z drugiej obawiałam się, że nie udźwignie ona wysokiego poziomu swoich poprzedniczek.

W książce poznajemy trójkę głównych bohaterów: Pera Perssona - recepcjonistę nie cieszącego się najlepszą sławą hotelu, Johannę Kjellander - pastor, która nie ma za grosz powołania, natomiast Biblię zna na wyrywki, oraz tytułowego Andersa Mordercę, którego przydomek mówi sam za siebie i który większość swojego dorosłego życia spędził za kratami. Pierwsza dwójka w wyniku zbiegu okoliczności postanawia wspólnie nienawidzić wszystkich i walczyć z całym światem, starając się żyć przy tym z możliwie największą ilością pieniędzy. Anders natomiast z mordercy staje się tylko najemnym szantażystą, by w końcu doznać objawienia i nawrócenia i być duchowym przywódcą zagubionego szwedzkiego ludu. Co z tego wyniknie? - z pewnością nic oczywistego :)


Ja chyba mam jakieś dziwne predyspozycje do czytania książek, których opisy (nie tylko w moim wykonaniu, ale też te okładkowe) wyglądają niedorzecznie. Po prostu lubię niesztampowe historie, a "Anders Morderca...", podobnie zresztą jak poprzednie książki Jonassona, na pewno do takich należy. W tej książce mamy do czynienia z dość ostrą satyrą i wypunktowaniem słabości Szwedów, jednak podaną w bardzo interesujący sposób. Jonasson obnaża absurdy, które nie są obce również nam. W krzywym zwierciadle pokazuje brak rzetelności mediów, które chcą kreować rzeczywistość pod publiczkę, czy też religijny fanatyzm pozbawiający ludzi zdolności logicznego myślenia i wyciągania jakichkolwiek wniosków.  Przy tym wszystkim autor robi to w tak finezyjny i przemyślany sposób, że niedorzeczne wręcz z perspektywy czytelnika sytuacje w książce stają się czymś powszednim. 


Ciekawym zabiegiem jest to, że w "Andersie Mordercy..." nie ma chyba ani jednego typowo pozytywnego bohatera, bo autor
dobitnie przedstawia ich niskie pobudki, takie jak chciwość, brak kręgosłupa moralnego, czy chęć zemsty, jednak nie można ich jednoznacznie nazwać anstybohaterami. Postać tytułowa to w gruncie rzeczy ciężki patologiczny przypadek, który, nomen omen, święcie wierzy, że się nawrócił, choć w zasadzie nie rozumie istoty wiary, co jednak nie przeszkadza mu mniej lub bardziej świadomie zrobić kilku spektakularnie dobrych uczynków. Co do Johanny i Pera - trudno tak naprawdę stwierdzić, czy można ich zaliczyć do przyjaciół czy nieprzyjaciół Andersa. Traktują go jak maszynkę do zarabiania pieniędzy, które mogą przetrwonić na hedonistyczne zachcianki, a jednak nie tylko z tego powodu nie porzucają go. Do tego, przy całej swojej nienawiści do świata, ich relacja wydaje się być czysta i szczera. Również inni, poboczni bohaterowie, a jest to nieprzeciętna grupka, budzą sympatię. Nie wiem jak to możliwe w odniesieniu do przedstawicieli najmroczniejszego półświatka Szwecji czy stetryczałego, pochłoniętego przez własne ambicje kościelnego, ale jednak. Wydaje mi się, że wynika to z pewnej prostoty tych postaci. Nie chodzi mi tutaj o to, że są jednowymiarowi, czy mało wyraziści, przeciwnie - każda postać wychodząca spod pióra Jonassona nadaje smaczków historii. Mam na myśli raczej nieskomplikowanie ich toku myślenia. Nie ma tutaj jakichś zawiłych intryg, czy dogłębnej analizy, a taka prostolinijność i swego rodzaju "swojskość" w tym przypadku prowadzi do zabawnych dialogów i komizmu sytuacji.

Bo również w tym przypadku nie można odmówić "Andersowi Mordercy..." poczucia humoru. Narracja jest prowadzona ze stoickim spokojem, cytaty z Biblii rzucane przez bohaterów były zawsze w punkt, zwłaszcza kiedy padały z ust "natchnionego" Andersa i jak zwykle nie brakowało zabawnych sytuacji, które raczej nie zdarzają się w prawdziwym życiu. Jonasson bawi się językiem, stereotypami, łamie konwenanse i po prostu świetnie mu to wychodzi.


A teraz może wreszcie przejdę do meritum :) Na Lubimy Czytać "Anders Morderca..." ma dość niską ocenę i wiele jest głosów mówiących, że to już nie jest ten sam poziom co "Stulatek..." i "Analfabetka...", że wieje nudą, pomysły się skończyły itp. Poniekąd się zgadzam, bo faktycznie, nie dostawałam ataku śmiechu podczas lektury, ale nie uważam też, że jest to słaba książka. Jonasson pisze przystępnym językiem i w dalszym ciągu jestem zachwycona jego kreatywnością i zmysłem obserwacji, który pozwala mu w swoich powieściach malować interesujący portret szwedzkiego społeczeństwa. I, podobnie jak przy poprzednich jego książkach, niesamowite jest dla mnie to, że w sumie mroczną historię przedstawia tak lekko, humorystycznie, a przy tym inteligentnie, że lektura była dla mnie po prostu relaksująca.


Jeśli ktoś miał do czynienia z twórczością Jonassona, po lekturze "Andersa Mordercy..." może czuć niedosyt, jednak dla osób zaczynających przygodę z twórczością autora będzie to idealna "pierwsza randka" :) 



Big up!

9 komentarzy:

  1. W sumie sam tytuł bardzo zachęca mnie do przeczytania tej książki. Jeżeli kiedykolwiek sięgnę po twórczość tego autora zacznę od niej, żeby nie zawieść się, jeżeli rzeczywiście jest na niższym poziomie niż jej poprzedniczki.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie słyszałam o tym autorze. Ale ja też bardzo lubię niesztampowe opowieści, więc zapisuję sobie tytuł. Na pewno się za tą książką rozjerzę. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Stulatek to był taki Forrest Gump, więc zniechęciłem się do autora przez ten prawie-plagiat. Plus - nie lubię relaksujących lektur, bo mnie irytują. Moje podejście jest takie - czytanie zajmuje zbyt wiele czasu, żeby czytać coś słabego albo lekkiego dla relaksu.

    Kuba

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po raz kolejny: nie to ładne, co ładne, a co się komu podoba. A skoro Stulatek to plagiat, to co dopiero powiedzieć o tych wszystkich new i young adult :D
      No i dzięki Bogu, że szybko czytam - nie marnotrawię zbyt wiele czasu na relaks z książką :)
      A tak w ogóle, to może tego nie widać, ale zdarza mi się czytać książki wybitne, wgniatające w ziemię i które robią mi takie katharsis, że aż emanuję tym oczyszczeniem, jednak jestem bardziej hedonistką niż ascetką i lubię sobie dogodzić przyjemną w odbiorze książką.
      Ot, co.

      Usuń
  4. jakoś mnie nie bardzo przekonuje

    OdpowiedzUsuń
  5. Przyznam, że jeszcze nie miałam okazji przeczytać żadnej książki tego autora, ale po Twoim opisie wnioskuję, że powinnam jak najszybciej to nadrobić, podejrzewam, że będzie to dla mnie satysfakcjonujące zaczytanie, już sprawdzam dostępność książek. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj nie, nie, ksiażka kompletnie nie dla mnie :<
    Ale jupi! W końcu mogę sobie zaobserwować bloga <3
    Pozdrawiam ciepło! :)
    Kasia z Recenzje Kasi :)

    OdpowiedzUsuń
  7. nie czytałam żadnej książki tego autora, dobrze że w tym tygodniu wybieram się do biblioteki, będę wiedziała czego szukać

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie czytałam jeszcze nic Jonassona i planowałam zacząć od "Stulatka", ale skoro mówisz, że ta książka jest dobra na pierwsze spotkanie z autorem to może właśnie po nią sięgnę najpierw :)

    OdpowiedzUsuń