wtorek, 21 listopada 2017

Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie - Janusz Leon Wiśniewski

Ostatnio sięgałam po książki raczej proste, przyjemne w odbiorze i niewymagające jakiegoś wielkiego zaangażowania. Ot, takie jesienne czasoumilacze. W przypadku książki, o której dzisiaj Wam opowiem, sytuacja przedstawiała się zupełnie inaczej.

 



Tytuł: Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie
Seria: -
Autor: Janusz Leon Wiśniewski
Wydawnictwo: Znak Literanova
Liczba stron:512








Janusz Leon Wiśniewski zasłynął przede wszystkim powieścią S@motność w sieci, na podstawie której nakręcono film i serial, a także, co ciekawe, teatr w Petersburgu przygotował spektakl. Autor ma na swoim koncie również inne powieści i zbiory opowiadań, a zawodowo pracuje w firmie zajmującej się tworzeniem oprogramowania dla chemików. Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie to najbardziej osobista powieść autora.

***

Miał właściwie wszystko: pracę w międzynarodowej firmie, prestiż niemal genialnego matematyka i naukowca, uwielbienie studentów, podróże, kochającą córkę i żywe zainteresowanie kobiet, które pozwoliło mu dosłownie w nich przebierać. Nagle budzi się w obcym miejscu i dowiaduje się, że przez ostatnie pół roku znajdował się w śpiączce w amsterdamskiej klinice. To nieoczekiwane wydarzenie jest wstrząsem nie tylko z perspektywy otarcia się o śmierć, ale również w odniesieniu do jego dotychczasowego życia, które wymaga przewartościowania. W tym wypadku przebudzenie przestaje mieć sens wyłącznie fizyczny.

Taki opis może sugerować, że historia trąci banałem, w sumie sama się trochę obawiałam, jednak, co tu dużo mówić, Wszystkie moje kobiety nie należy do książek, które "czytają się same". Nie ma tu akcji jako takiej, a wydarzenia nie prowadzą czytelnika do punktu kulminacyjnego. Ta książka wymaga sporego zaangażowania. Mamy tu w większości retrospekcje, niekiedy dość nieoczywiste, bowiem często jakieś z pozoru nieistotne zdarzenie, które ma miejsce w szpitalu, wywołuje u bohatera ciąg wspomnień, czy raczej przemyśleń, dotyczących przeszłości i jej wnikliwej analizy z perspektywy jego obecnego położenia.

To właśnie dotychczasowe życie głównego bohatera, którego imię jest nieistotne, jest osią całej historii. A trzeba przyznać, że swoim życiorysem nasz bohater mógłby spokojnie obdzielić kilka osób. Dorastanie u boku ojca i dziadka - dwóch mężczyzn reprezentujących skrajnie różne osobowości, studia, małżeństwo, oszałamiający dorobek w dziedzinie matematyki, przeprowadzka do Berlina, podróżowanie po całym świecie, opracowanie innowacyjnego sposobu prowadzenia zajęć z matematyki, ba! nawet jego wybudzenie się ze śpiączki w doskonałej kondycji mózgu mimo dwóch śmierci klinicznych nie kwalifikuje się do typowych przypadków medycznych. Jednak tym, co nadawało życiu naszego bohatera kolorytu były, i nadal są, kobiety.
"Nie będę śpiąca królewną, która ukłuła się wrzecionem i czeka na pocałunek księcia. Nie będę też królewną Śnieżką, która zjadła zatrute jabłko i leży do czasu, aż inny książę ją obudzi. Jeśli już - dodała po chwili milczenia, kokieteryjnie patrząc mu w oczy - wolałabym, aby mnie raczej rozbudził". 
Na pierwszy rzut oka każda z "jego wszystkich kobiet" była zupełnie inna. Problem w tym, że prawdziwa miłością kochał tylko swoją żonę, z którą wziął rozwód, bo uczucie się wypaliło. Każda następna miała być tylko lekiem na samotność. Trzeba jednak przyznać autorowi, że tworząc tyle postaci kobiecych, udało mu się nadać każdej z nich niepowtarzalne cechy. Oczywiście są to piękne kobiety o silnych charakterach, pojawia się tu femme fatale, artystka, nauczycielka, czy, spokojna i cicha studentka. Każda z nich była częścią osobnej historii, jednak mają wiele wspólnego. Po pierwsze jest to ich inteligencja. To chyba najważniejsza cecha, którą doceniał nasz bohater, bo chociaż seks w całej historii odgrywa znaczącą rolę, również pasje tych kobiet, czasem zbieżne, a czasem całkowicie różne od jego zainteresowań, pozwalały na prowadzenie długich rozmów, a te były prawie tak samo ważne. Drugą rzeczą jest porzucenie tych kobiet.

Bo nasz genialny matematyk, nie da się tego ukryć, był straszliwym egoistą i, przy całym swoim umiłowaniu niewieściego piękna i inteligencji, po trosze także szowinistą. Bo przecież to on cierpiał po rozwodzie, to on był samotny, on potrzebował czegoś więcej. Tak, on, on, on. Owszem, dawał swoim partnerkom wiele ciepła, czułości i uwagi, rozkochiwał je w sobie... i tyle. Jego spojrzenie na świat zaczynało się i kończyło na własnych potrzebach i uczuciach. Ranił je, ale zawsze potrafił to sobie odpowiednio wytłumaczyć. Czas pokazał, że dobre wymówki to jednak nie wszystko. Janusz Wiśniewski ciekawie przedstawił ten swoisty rachunek sumienia osoby, która niejako dostała drugie życie. Choć niektóre opisy są bardzo długie i pełne dygresji, tworzą naprawdę interesujący obraz, tym bardziej, że grzechy bohatera zostały ukazane w zestawieniu z ogromem dobroci, którą otrzymał w szpitalu. Taki kontrast odnosi się także do samego bohatera, któremu całe życie przelatuje przed oczami nie wtedy, kiedy, nomen omen, zdarzyło mu się umierać, ale dopiero, kiedy to życie odzyskał, jednak pozbawione ruchu przez pół roku ciało nie pozwala mu jeszcze wziąć spraw we własne ręce i skazuje na uzależnienie od opieki innych.
"Istnieją w moim życiu rzeczy, o których nie rozmawiałem nawet ze sobą. Bo tak było mi wygodniej, bo nie chciałem psuć sobie dobrego mniemania o sobie samym. Prawda o sobie często jest nie do zniesienia. Szczególnie, kiedy jest to prawda nie do podważenia."
Trudno jest opisać, co przesądza niezwykłości Wszystkich moich kobiet. Tę książkę trzeba po prostu przeczytać i się w nią wczuć. Jak już wspomniałam, należy się przygotować na długie opisy zdecydowanie przeważające nad dialogami. I choć zdarzały się momenty, że były męczące, to w większości jednak podobała mi się zawarta w nich dbałość o detale dotyczące otoczenia, wyglądu, muzyki, odczuć. Ciekawe było też wtrącanie niektórych naukowych faktów, jednak wyjaśnianych w sposób całkiem prosty i dość istotnych dla całej historii i rozmyślań głównego bohatera. Z jednej strony to wszystko sprawia, że tej książki raczej nie da się przeczytać w dwa wieczory, ale z drugiej chętnie się do niej wraca.

Mam wrażenie, że ta moja dzisiejsza pisanina nie jest zbyt składna. A w ogóle, kiedy zabierałam się do pisania tego posta kilka dni temu, miałam zamiar napisać coś zupełnie innego. Tylko że im dłużej się zastanawiam nad Wszystkimi moimi kobietami, tym bardziej jasne staje się dla mnie to, że ja na tę książkę jestem jeszcze trochę za młoda (a czasem, patrząc na blogosferę, wydaje mi się, że jestem już zgredem...). Trudno mi się utożsamić z którąkolwiek z przedstawionych kobiet, a co dopiero z głównym bohaterem, bo każda z tych postaci ma na kącie spory bagaż doświadczeń, które trudno mieć w moim wieku. Dlatego też chciałabym wrócić do książki pana Wiśniewskiego, ale za kilka(naście?) ładnych lat, kiedy już mentalnie podrosnę. Myślę, że Wszystkie moje kobiety mogę polecić właśnie takiemu gronu - osobom, które z niejednego pieca chleb jadły, w tym szczególnie paniom, bo mimo tego, jak wielkim egoistą był główny bohater, to zgadzam się absolutnie ze stwierdzeniem, że książka jest "hołdem złożonym kobiecości".

Big Up!



Książka od wydawnictwa:
https://www.znak.com.pl/wydawnictwo-Znak-Literanova

12 komentarzy:

  1. Lubię takie prawdziwe i dojrzałe historie.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie ta powinna Ci się spodobać :)

      Usuń
  2. Uwielbiam twórczość Wiśniewskiego, niestety już dawni nic jego nie czytałam. Dopiero dziś trafiłam na Twój blog. Bardzo mi się tu podoba. Oczywiście dodaję do obserwowanych i będę zaglądać częściej. Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wykreowanie pełnokrwistego bohatera jest zadaniem wymagającym wielu umiejętności, co dopiero stworzenie całej galerii interesujących postaci! Po Twojej recenzji wnioskuję, że książkę dominuję warstwa psychologiczna i choć przyzwyczajony jestem do powieści z akcją na pierwszym miejscu, chętnie doświadczyłbym tego, co może zaoferować Wiśniewski. Tym bardziej, że przecież ludzka psychika to temat szalenie interesujący! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc, sięgając po tę książkę nie byłam przygotowana na taką lekturę, bo autor prowadzi czytelnika po najgłębszych zakamarkach wspomnień głównego bohatera i jego psychiki, ale było warto.

      Usuń
  4. Ha, też czytałam książkę i z prawdziwą przyjemnością przeczytałam Twoją recenzje:) Jesteśmy zgodne co do tego tytułu - nie da się go przeczytać na raz, wymaga skupienia, targetem będą głównie kobiety i to z jakimś bagażem doświadczeń, no i opisy chwilami męczyły:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic dodać, nic ująć :) w każdym razie ciesze się, że ta książka trafiła w moje ręce :)

      Usuń
  5. Wygląda na to, że to bardzo ciekawa książka.

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię w ten sposób opowiadane historie, chociaż rzadko na nie trafiam. Z wielką chęcią kiedyś sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam mieszane uczucia po Twojej recenzji. To chyba nie dla mnie książka.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli podobał Ci się wpis - zostaw komentarz. Będzie mi bardzo miło :)
A jeśli Ci się nie podobał - to też zostaw komentarz, byle (w miarę) cenzuralny i konstruktywny - chętnie dowiem się czegoś, czego bez Twojej pomocy bym się nie dowiedziała i poznam Twoje spojrzenie na dany temat :)