piątek, 30 czerwca 2017

(Nie)kończąca się sielanka małżeńska - Takie rzeczy tylko z mężem

 
Tytuł:Takie rzeczy tylko z mężem
Autor: Agata Przybyłek
Wydawnictwo: Czwarta strona
Liczba stron: 380
Ocena: 6+/10 












Literatura kobieca to miał być taki jednorazowy strzał, żeby zobaczyć, czy może mi się podobać. Okazało się, że to nawet działa, a z racji faktu, że wreszcie weszłam w posiadanie hamaka, to szukałam czegoś lekkiego, co umili mi wylegiwanie się w nim. Wybór padł na "Takie rzezy tylko z mężem" Agaty Przybyłek. A jak wrażenia po lekturze? - Dokładnie tak, jak napisałam poniżej :D

Skoro nie czytuję pasjami literatury kobiecej, to nietrudno się domyślić, że było to moje pierwsze spotkanie z autorką. Szukałam czegoś lekkiego i dostałam to właśnie w "Takich rzeczach...". Główną bohaterką jest dwudziestoośmioletnia Zuzanna. Jej życie na pozór wydaje się być poukładane: ma męża, synka i pracuje jako przedszkolanka w rodzinnej miejscowości, jednak przez zupełny przypadek trafia na spotkanie autorskie z pewną panią psycholog, na którym uświadamia sobie, że  jej małżeństwo jest dalekie od ideału. Mąż - zapalony historyk - przestał ją dostrzegać, a całe dnie spędza na ganianiu po lasach w poszukiwaniu "skarbów". W jej życie wkradła się totalna rutyna, płomień namiętności wygasł i Zuza postanawia to zmienić. A kiedy zaczyna wcielać swój plan w życie, pojawia się nie jeden, a dwóch "absztyfikantów", którym Zuzanna nie jest obojętna...


Książka dobrze spełniła funkcję hamakowego umilacza czasu - jest napisana lekkim językiem, perypetie Zuzanny w miarę czytania ciekawią coraz bardziej, humor co prawda nie zwala z nóg, ale jest dawkowany w odpowiedniej ilości i jednak bawi. Książkę czyta się błyskawicznie. Nawet nie zauważyłam, kiedy dotarłam do końca. Nie ma przydługich opisów, autorka skupiła się na szczegółach istotnych dla fabuły i to było bardzo dobre posunięcie, bo rozwlekłe opisy krajobrazów, domu, czy czegokolwiek innego po prosu nie były potrzebne.

Nie ma tutaj zbyt wielu bohaterów, akcja książki sprowadza się do miejsca w której mieszka Zuzanna, a to ona oczywiście wysuwa się na pierwszy plan. Można ją polubić za energiczność i optymizm, przeplatany jednak z poczuciem małżeńskiego niespełnienia. Muszę przyznać, że jej próby ponownego wzbudzenia w mężu zainteresowania i nakłonienia go do większej czułości zostały ukazane dość marnie. Z jednej strony Zuza jest kobietą z głową na karku, która wie, czego chce, a z drugiej strony czasem zachowuje się jak nastolatka, która chce zwrócić na siebie uwagę chłopaka, który jej się podoba. Nastawiłam się też na to, że to właśnie te próby będą głównym wątkiem powieści, jednak zeszły one na dalszy plan, na rzecz kilku innych aspektów, o których więcej za chwilę. Co do Ludwika, męża Zuzanny, to w książce jest go doprawdy niewiele, co akurat świetnie odzwierciedla relacje małżeństwa. Większość czasu spędza na swoich wyprawach z kolegami. Wiecie, taki typowy przykład myślenia, że jak już się "upolowało swoją zdobycz" to nie ma potrzeby dalej się za nią uganiać. 

Przewija się cała gama postaci drugoplanowych: jest Betka, przyjaciółka Zuzy, Anka - siostra, z którą mieszka płot w płot, jest mroczna i początkowo zamknięta w sobie Kasia, jest też przystojny wuefista Marek. I jest też mama Zuzy. Słodki jeżu, jak ta kobieta działała mi na uzębienie. To już nawet nie była hipochondria. Można wywnioskować, że nie jest to jakaś okropnie stara kobieta, więc jej teksty o zbieraniu się na tamten świat i o tym, że za chwilę może jej zabraknąć serwowane przy absolutnie KAŻDEJ okazji okropnie psuły całą historię. Na całe szczęście szanowna mamusia nie pojawiała się jakoś strasznie często. Moje serce skradł natomiast Marcel - synek Zuzanny. Autorka świetnie przedstawiła sposób myślenia i postrzegania świata czterolatka. Z jednej strony nieskomplikowany, a z drugiej pełen szczerości i otwartości, której często brakuje dorosłym.


Mimo, że książka jest napisana z humorem, porusza także bardziej niewygodne kwestie.  Jedną z nich jest wiejska zaściankowość. Choć obecnie jest to ginący stereotyp (w końcu mamy XXI wiek!), to jednak ciągle się jeszcze zdarza. W książce została przerysowana, ja się przynajmniej nie spotkałam z taką jawną wrogością, jednak prawdą jest, że jeśli ktoś ubiera się inaczej i bardzo wyróżnia się z tłumu, a od razu brany jest co najmniej za dziwaka, no bo może nie od razu za satanistę, jak w historii pani Przybyłek. Niemniej sama dawno temu przekonałam się na własnej skórze, że jeśli odstajesz od utartych norm, zwłaszcza w małych społecznościach, to razisz tym w oczy resztę. Takie społeczności to trochę monolit, który jednak da się skruszyć, a w "Takich rzeczach..." został mocno wyolbrzymiony, co nie przeszkodziło wykorzystać go do urozmaicenia fabuły.


Druga kwestia, to właśnie proza życia małżeńskiego. Wiadomo, że motylki nie będą latać w brzuchu do końca życia, ale to jednak smutne, kiedy zakochani do szaleństwa ludzie nagle zaczynają się mijać. Tak jak u Zuzanny - niby wszystko jest w najlepszym porządku i w ogóle na co tu narzekać, jednak czegoś ewidentnie brakuje. Kurczę, to normalne, że praca, wychowanie dziecka i codzienne obowiązki zabierają lwią część czasu i wieczorem człowiek czasem wręcz zasypia na stojąco, ale żeby tak absolutnie żadnej krzty czułości? Nic, zero, null? Może i jestem naiwna, ale wyobrażam sobie małżeństwo (którego zawarcie zresztą zbliża się do mnie nieuchronnie) jako obustronne wsparcie i radzenie sobie z codziennością idąc ramię w ramię. Wiecie, nie musi być słitaśnie, romantycznie i w serduszka, (w moim przypadku to nawet Boże, uchowaj), w każdym razie widzę to jako coś w stylu "kiedy jedno spada w dół, drugie ciągnie je ku górze", czy coś. 

Byłam święcie przekonana, że "Takie rzeczy tylko z mężem" to jednoczęściowa powieść, a tu psikus. Zakończenie jest tak skonstruowane, że nie ma bata, muszę się dowiedzieć, jak potoczą się dalsze losy Zuzanny. 

Książka Agaty Przybyłek nie należy do tych zmieniających życie, zapadających głęboko w pamięć itd., ale nie taka jest też jej rola. Umiliła mi relaks w hamaku i stworzyła z nim dobry duet. Generalnie spotkanie z babską literaturą wypadło całkiem nieźle, jednak stęskniłam się za bardziej konkretnymi pozycjami. No dobra, jeszcze tylko druga część, ale po niej to już naprawdę "wracam do siebie" :) Niemniej jednak książkę mogę polecić, bo lato sprzyja czytaniu takich historii.

Big up!

21 komentarzy:

  1. Na lato takie umilacze czasu są wskazane. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czasami właśnie takich lektura nam potrzeba, lżejszych, ale ze smykałką, aby przykuć naszą uwagę. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejsze, żeby książka miała "to coś" :)

      Usuń
    2. Oczywiście, bez tego nie ma wciągającej zabawy. :)

      Usuń
  3. nie wiem dlaczego, ale jakoś nie mogę czytać polskich obyczajówek :( pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdarza się :) ja w sumie też nie czytam, ale ta akurat przypadła mi do gustu.

      Usuń
  4. Bardzo lubię twórczość Agaty Przybyłek. Powyższą książkę także wspominam niezwykle pozytywnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoja recenzja "Kobiety wzdychają częściej" przekonała mnie do zapoznania się z pierwszą częścią :)

      Usuń
  5. Ostatnio jestem daleka od mola książkowego i zdecydowanie wolę obejrzeć serial. Przyznam jednak, że Twoja recenzja bardzo mnie zainteresowała, więc postaram się poszukać i przeczytać. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Każda recenzja książki mi przypomina, jak ja mało ostatnio czytam! Przydałaby się takla lekka powieść na odstresowanie po pracy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Takie rzeczy tylko z mężem" może się sprawdzić :)

      Usuń
  7. Ja z literaturą kobiecą jestem też na bakier, a skoro do hamaczka się nadaje, to może trzeba w końcu przełamać niechęć do romantycznych historii...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta historia nie jest zbyt romantyczna - to raczej proza życia przedstawiona z humorem i nutką refleksji - w każdym razie, choć zarzekałam się, że "babskie czytadła" nie są dla mnie, to jednak mnie przekonała :)

      Usuń
  8. Takie hamakowe umilacze czasami są potrzebne. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytałam Nieszczęścia chodzą stadami Agaty Przybyłek - lekka i przyjemna ale zabrakło mi jednak czegoś, może ta kasiążka okaże się lepsza? - spróbuję ją poznać

    OdpowiedzUsuń
  10. Ostatnio książki o małżeństwach do mnie raczej mało docierają i mało mnie przekonuje do siebie... :/ Chyba przez to, że natknęłam się na jedną, okropnie wynudzającą i mam dość. Póki co nie jestem przekonana, ale może kiedyś się uda sięgnąć.

    OdpowiedzUsuń
  11. Raczej nie czytam takich książek :)

    OdpowiedzUsuń