środa, 22 marca 2017

Nie taki diabeł straszny? - "Ja, diablica" Katarzyny Bereniki Miszczuk

Czasem mam tak, że niby pewne tytuły mnie interesują ale później po dłuższym zastanowieniu specjalnie nie sięgam po książki autorów, którzy są na topie. Mam tak z Remigiuszem Mrozem, Jo Nesbo i kilkoma innymi. Tak też było z panią Miszczuk. Niby naczytałam się pozytywnych opinii, ale wydawało mi się, że to trochę nie dla mnie. Aż pewnego pięknego dnia gdzieś ze dwa tygodnie temu poszłam po mleko i herbatę do pewnego supermarketu z owadem w logo, zatrzymałam się przy półce z tanimi książkami i sięgnęłam od niechcenia po "Ja, diablica" (kompletnie nie wiem, jak odmienia się ten tytuł :D). Od niechcenia też zaczęłam czytać.
I przepadłam.





Tytuł:Ja, diablica
Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Wydawnictwo: W. A. B.
Liczba stron: 416
Ocena: 6+/10








"Ja, diablica" otwiera cykl o przygodach Wiktorii Biankowskiej. Dwudziestoletnia mieszkanka Warszawy, żyła sobie jak każda normalna studentka, podkochiwała się w koledze ze studiów, trochę imprezowała itepe. Ale już nie żyje. Nie dość, że ktoś brutalnie ją zamordował, to do tego trafiła do piekła. I podpisując kilka papierków stała się diablicą. Okazuje się jednak, że ziemskie wyobrażenie o zaświatach niewiele ma wspólnego z panującymi tam porządkami. Otóż grzechy i dobre uczynki to tylko argumenty wytaczane przez diabła i anioła podczas targu o duszę, a śmiertelnik sam wybiera, dokąd chce trafić. Przy czym w Niebie, jak to w Niebie - wiadomo, spokój, błogość i domy w pastelowych barwach. Za to Piekło... okazuje się, że piekło też może być rajem, tylko takim trochę bardziej wyluzowanym. Szalone imprezy, drinki w klubie u Ramzesa II, ogólny hedonizm i wszelkie mniej lub bardziej nieprzyzwoite przyjemności. Najgorsi popaprańcy trafiają natomiast do Tartaru, a tam już nie jest tak kolorowo. Niebo i Piekło są pewnego rodzaju instytucjami, które, o dziwo, współpracują ze sobą. W odnalezieniu się w tych nieziemskich realiach pomaga Wiktorii Beleth - do bólu przystojny i trochę tajemniczy diabeł. I nieustannie kusi diablicę. Matko, jak on kusi... Ale, ale, mimo wszystko w przypadku Wiktorii Piekło to nie tylko przyjemności, bo przecież zostawiła na Ziemi swoich bliskich i wygląda na to, że jej śmierć wcale nie jest przypadkowa...

Ta książka ma dwie rzeczy, które mnie odpychają. Po pierwsze trójkąt miłosny, a po drugie główna bohaterka, która jest tak fantastyczna, piękna, wygadana i w ogóle, że każda dziewczyna najpierw ją znienawidzi, a później będzie chciała zamienić się z nią miejscami. Mimo wszystko dosłownie wsiąknęłam w historię młodej diablicy.

Co do trójkąta miłosnego, to z jednej strony mamy Piotrka (lub, jak kto woli, Piotrusia, ale tak mnie drażniło, kiedy Wiktoria dosłownie CIĄGLE go tak nazywała, że łomatkoicórko), który, jak na ziemskie realia jest bardzo przystojny, inteligentny, nieco skryty i ma "seksowny jednodniowy zarost". Autorka przedstawia go tak, że każda dziewczyna chciałaby rozwikłać jego tajemniczy charakter, a zaraz potem schrupać (choć takie troszkę ciepłe kluchy z niego). I niby nad czym się tu zastanawiać, kiedy ma się w zasięgu takiego chłopaka, ale jest też Beleth... Wiem, że to oklepany chwyt, z mrocznym, zabójczo seksownym, intrygującym i nieco bezczelnym bad boyem, ale, no kurczę. Która z nas nie poleciałaby na takie ciacho w czarnej koszuli, z niedbałym irokezem i bursztynowymi oczami, które jeszcze w dodatku łazi za dziewczyną i kusi ją sugestywnymi półsłówkami i niemoralnymi propozycjami??? No dobra, pewnie kilka dziewczyn by się znalazło, ale mimo całej sztampowości i czasem mało finezyjnych zwrotów cholernie dobrze się czytało fragmenty, w których Beleth prowadził swoją grę z Wiktorią. I tak, wkurzał mnie ten cały trójkąt i infantylność bohaterki w tej kwestii, a sporo dialogów było sztucznych, ale po prostu nie mogłam się oderwać. Pani Miszczuk pisze w tak prosty, ale jakoś przyjemny sposób, że po prostu nie umiałam przerwać czytania, a jeśli bardzo musiałam (bo na przykład trzeba iść do pracy), to wracałam do lektury w pierwszym możliwym momencie.

Książka ma w sobie duży ładunek prostego, ale rozbrajającego humoru, choć również z gorszymi momentami. Autorka jednak  zręcznie wplata żarty sytuacyjne do fabuły. Kiedy zaczynałam czytać, oczywiście w głowie kołatało mi się, że cała powieść to czysta fikcja, ale z każdą stroną czytelnik coraz bardziej uczestniczy w wydarzeniach i dostrzega odrobinę absurdu w i tak absurdalnej historii. Swoje trzy grosze dokłada do tego cała plejada bohaterów, jak choćby żądny władzy  (nieważne czy szatańskiej, czy archanielskiej) i nieco "elastyczny" dwulicowy diabeł Azazel, emanująca królewskością Kleopatra, duet Gabriel-Lucyfer, czy mała, aczkolwiek charakterna Śmierć.

Kolejnym plusem jest to, że akcja wyewoluowała z dość przewidywalnego i często powielanego schematu:  młoda dziewczyna zostaje zamordowana, trafia w zaświaty, spotyka powalająco przystojnego, tajemniczego mężczyznę, a za cel stawia sobie odnalezienie własnego zabójcy. W przypadku Wiktorii Biankowskiej ten wątek to tylko początek serii nieziemsko pogmatwanych wydarzeń, bo nawet w zaświatach jej życie... to znaczy, hmm... jestestwo? nie jest bezpieczne, a wielu chciałoby wykorzystać jej moc dla własnych celów. Akcja postępuje bardzo szybko i nie wszystko jest łatwe do przewidzenia.

 Żeby jednak nie było tak słodko. Jak już wspomniałam, ciągłe używanie zdrobnienia "Piotruś" doprowadzało mnie do szewskiej pasji, podobnie jak robienie z całkiem ogarniętej dziewczyny, na jaką kreowana jest Wiktoria, typowej głupiutkiej laski, która nie wie, czego chce w kwestiach sercowych. Denerwowała mnie też niekonsekwencja związana z używaniem przez główną bohaterkę mocy, choć w tej kwestii może zwyczajnie się czepiam. 

Mimo wszystko "Ja, diablica" zaabsorbowała mnie do tego stopnia, że całą trylogię (czyli ponad 1200 stron) przeczytałam w cztery dni. Nie wiem jak to się stało i nie wiem dlaczego. Przecież ja nie czytam historyjek o idealnych śmiertelniczkach i seksownych diabłach/demonach/wampirach, a całej serii baaaaaardzo daleko do ideału. Okazało się, że jednak od czasu do czasu można. Takie trochę guilty pleasure chyba :)

Jestem ciekawa, co sądzicie o tej książce i o całym cyklu, bo ja się trochę sobie dziwię :)

Big up!  

15 komentarzy:

  1. Sporo naczytałam się już recenzji tej książki i za każdym razem mam wrażenie, że to raczej nie moja bajka. A tak naprawdę, gdy w markecie z owadem w logo o którym piszesz pojawiły się tanie wydania kieszonkowe, prawie ją kupiłam. Myślałam sobie, że miałabym w końcu jakąś książkę, którą mogłabym zjechać na blogu z góry na dół... a potem, po przyjściu do domu by się pewnie okazało, że mi się podoba :D

    Na razie zbieram się w sobie, aby sięgnąć po tą pozycję, bo szczerze mówiąc boję się trochę, co mi zrobi z głową, ale pewnie w końcu i tak się przełamię ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie mi coś z głową ta książka zrobiła, bo zazwyczaj omijam szerokim łukiem tego typu lektury :D

      Usuń
  2. Bardzo mi się podobała ta trylogia :) Co prawda trzecia część najmniej i obawiam się, że czwarta może zepsuć smak, ale czytało mi się przyjemnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. No tak, to chyba rzeczywiście jest guilty pleasure, aczkolwiek ja na razie sobie autorkę odpuszczam XD Śmieszkowej fantastyki mam po uszy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurcze, trochę powielane schematy, których staram się unikać jak ognia. I mimo że fabuła ewoluuje, są w tej powieści pewne aspekty, przez które pewnie odłożyłabym ją od razu na półkę. Nie mówię nie, może kiedyś przyjdzie mi ochota na tego typu pozycję, ale na dzień dzisiejszy sobie podaruję. A co do powieści autorów na topie - mam podobnie. Jedynym wyjątkiem w tym wszystkim jest właśnie Remigiusz Mróz, stroniłam bardzo długo, a w efekcie to jeden z moich ulubionych autorów. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja chętnie sobie na odstresowanie przeczytam, chociażby dla tych seksownych diabłów :D Chyba mam sentyment do takich postaci, po Mironie z serii o Dorze Wilki Anety Jadowskiej :D

    OdpowiedzUsuń
  6. 1200 stron to dla mnie jednak za dużo, żeby się skusić skoro nie zachwyciła Cię książka. Czytam sporo, min. jedną książkę na tydzień, ale musi mieć to coś! A do tego schematyczna postać kobieca, nieładnie:) Dzięki za recenzję!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ta książka brzmi jak straszne bzdury. I dlaczego wszystko musi być jakieś paranormalne w tych książkach dla nastolatków?

    Kub.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego właśnie zazwyczaj unikam takiej literatury. Ale, jak wspomniałam na końcu, lektura tej książki była jak "guilty pleasure" :) Poza tym wydaje mi się, że książka jest raczej skierowana do babskiego grona odbiorców.

      Usuń
  8. Książkę mam w planach do przeczytania i to nawet już niedługo, a przynajmniej mam taką nadzieję.
    Pozdrawiam
    Biblioteka Tajemnic

    OdpowiedzUsuń
  9. Na co dzień nie gustuje w tego typu literaturze. Celuje w psychologię i rozwój osobisty - ze względu na swoje hobby i edukacje. Ale na wakacyjne wylegiwanie się na tarasie książka idealna :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Tak na odstresowanie chętnie przeczytam, tym bardziej, że ostatnio trylogie mnie pochwyciły w swoje najróżnorodniejsze przygody. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
  11. Raczej nie dla mnie. Chociaż Szeptuchę autorki pochłonęłam i czeka na kolejne części

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie mam tego problemu z trójkątami miłosnymi, bo je lubie xD
    Należę do tej mniejszości czytelników :D
    Mam tę ksiażkę na liście, ale chyba teraz dostanie wyższy priorytet!
    Pozdrawiam ciepło:)
    Kasia z Recenzje Kasi

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo chcę tą trylogię przeczytać :D Ale jeszcze nie miałam okazji :(

    zabookowanyswiatpauli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń