wtorek, 18 kwietnia 2017

Zawód: Wiedźma - Olga Gromyko

No i cóż... systematyczność w prowadzeniu bloga nie jest moją mocną stroną :) Przeraża mnie trochę stos książek, które czekają na napisanie o nich kilku zdań, więc spieszę nadrabiać zaległości. Jak widać, ostatnio przerzuciłam się na trochę lżejszą literaturę - taką która zapewni mi rozrywkę i nie będzie ode mnie wymagać totalnego skupienia i doszukiwania się "drugiego dna". Taką właśnie rozrywkę - na bardzo dobrym poziomie, pełną poczucia humoru i przyjemności czytania - dała mi książka Olgi Gromyko "Zawód: Wiedźma"



Tytuł:Zawód: Wiedźma
Autor: Olga Gromyko
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Liczba stron:546
Ocena: 8/10










Czytałam dużo pochlebnych recenzji na temat tej książki,ale ostatecznie przekonał mnie opis z okładki:
Wolha Redna to jedyna kobieta na typowo męskim wydziale magii Starmińskiej Wyższej Szkoły Magii, Wróżbirstwa i Zielarstwa. Rudowłosa, wścibska i ciekawska... Posiadaczka wyjątkowego talentu do praktyk magicznych, nieprzeciętnej intuicji i inteligencji. Zapewne właśnie dlatego została wybrana przez mistrza do rozwiązania zagadki, która do tej pory pochłonęła już życie 13 osób, o wiele bardziej od niej doświadczonych
W Dogewie, krainie zamieszkiwanej przez wampiry i inne stwory, źle się dzieje. Umiera coraz więcej istot, a magicy wysłani na ratunek nie powracają. Czy młodej wiedźmie uda się odkryć co lub kto zabija, jeśli starsi i bardziej doświadczeni magowie polegli na polu bitwy?
Czy tak naprawdę Wolha Redna okaże się królikiem doświadczalnym, ofiara czy wybawicielką? 

Raczej nie gustuję w opowieściach o wampirach, co podkreślałam wielokrotnie, ale ciekawiło mnie, czy przypadnie mi do gustu główna bohaterka, bo jakoś tak zazwyczaj mam z tym problem. I cóż... Przyznaję, że polubiłam Wolhę i to bardzo. Właśnie takich bohaterek nam trzeba! Pyskata, z nieograniczonymi pokładami ciętych ripost, charyzmatyczna, ale jednocześnie bezpretensjonalna i absolutnie niewyidealizowana. Nie wiem, skąd się bierze przekonanie, że główna postać żeńska musi być idealna i wypacykowana w każdym calu, nawet, jeśli popełni jakiś błąd, to zaraz go naprawia, ma wzniosłe ideały itd. Wolha jest doskonale niedoskonała, ale Przypał powinien być jej drugim imieniem :) Ona ma po prostu talent do pakowania się w kłopoty i niezręczne sytuacje, ale jednocześnie jej optymizm i nieprzejmowanie się głupotami sprawiały, że wielokrotnie uśmiechałam się pod nosem podczas lektury.

Bardzo podobało mi się wykreowanie świata przedstawionego. Czytelnik odczuwa klimat fantastycznego świata belorskiego, nawiązującego między innymi do słowiańskiej mitologii, gdzie strzygi i mantykory nie są niczym niezwykłym. Nawet nazwy miesięcy zostały odpowiednio zmienione. Przy tym ciekawie zostały rozwiązane kwestie, które mogłyby budzić wątpliwość, np. to, dlaczego funkcjonuje przekonanie, jakoby krzyż miał działać odstraszająco na wampiry, skoro akcja osadzona jest w świecie, w którym coś takiego jak chrześcijaństwo nie istnieje. Autorka przy tym wszystkim zręcznie przeplata ciekawe opisy miejsc i wydarzeń z błyskotliwymi dialogami bohaterów, w których aż kipi od celnego sarkazmu i rozbrajającego komizmu sytuacji.

Oprócz głównego wątku dogewskiej zagadki bardzo przypadło mi do gustu przedstawienie życia w Starmińskiej Wyższej Szkole Magii, Wróżbiarstwa i Zielarstwa. Studenci, oprócz tego, że przygotowują się do bycia dyplomowanymi magami, ćwiczą telekinezę i konstruowanie zaklęć, mentalnie nie różnią się od wizerunku studenta, który wszyscy znamy. Imprezy w akademikach, wpadki podczas egzaminów, głupie żarty i wykładowcy bezradnie rozkładający ręce przy kompletnym nieprzygotowaniu do zaliczeń - aż zatęskniłam za tymi czasami, no, może poza tym, że tematy moich prac zaliczeniowych były mniej interesujące niż na przykład "Układ socjalny, życie codzienne i stosunki w wampirzej społeczności" :D

Nie mogę nie wspomnieć o bohaterach.  Co do Wolhy (jak to imię się w ogóle odmienia?!) - można napisać jeszcze wiele, ale w całej historii towarzyszy jej plejada innych, równie interesujących bohaterów. Na pierwszy plan wysuwa się oczywiście Len - jasnowłosy wampirzy władca Dogewy. Mimo wyglądu młodzieniaszka cechuje go mądrość, której wielu władców może mu zazdrościć. Kupił mnie swoimi stosunkami z poddanymi, inteligencją, ciętymi ripostami i rzeczowością, przy czym pozostał zagadką. Chociaż chyba nie chciałabym, żeby ktoś czytał moje myśli jak otwarta księgę :D Wolha ma prawdziwy talent do dobierania sobie towarzystwa, zaczynając od rzeczonego wampira, przez trolla Wala - najemnika, który nazywa Wolhę foczką, a przeklina tak, że wszyscy szewcy świata mogą się schować, na smoku Lewarku kończąc. Również postaci bardziej drugo-, a może i trzecioplanowe, jak wampirzyca Kryna, która karmiła naszą wiedźmę drożdżówkami i pasztecikami oraz Mistrz, którego anielska cierpliwość nieraz jest wystawiana przez Wolhę na próbę, dopełniają ciekawego i pełnego obrazu belorskiego społeczeństwa.

Zastanawiam się, czy znajdę jakieś minusy tej książki, ale chyba jednak nie :D Przychodzi mi za to do głowy coraz więcej rzeczy, nad którymi mogę się rozpływać. Kolejną z nich jest stworzenie oryginalnego klimatu, który jest wypadkową kreacji bohaterów, sugestywnych opisów i nutki tajemnicy, która wzbudza w czytelniku ciekawość i odrobinę niepokoju. Postacie są przedstawione w taki sposób, że od razu wiemy, komu kibicować, a żaden z nich nie został w tej historii osadzony przypadkowo. Autorka od czasu do czasu puszcza jednak oczko do czytelnika, zasiewając w nim wątpliwość, czy aby na pewno dany bohater jest tym, za kogo go uważamy. Takie smaczki sprawiły, że z jednej strony czerpałam ogromną przyjemność z czytania, a z drugiej chciałam jak najszybciej dowiedzieć się, jakie będzie zakończenie :)

Wiecie, co jest chyba najlepsze w tej książce? - A no to, że nie jest to taka typowa "śmieszkowa fantastyka", jak trafnie określiła w komentarzu książkę "Ja, diablica"  Katrina. Owszem mamy tutaj mnóstwo humoru, ale jest on wyważony i przede wszystkim inteligentny, a co najważniejsze, fabuła nie jest schematyczna i potrafi wciągnąć. Tak że nie ma co, myślę, że wiele osób znajdzie w tej książce coś dla siebie. Ja przyznaję się, że zanim zebrałam się do napisania tych kilku słów, zdążyłam w międzyczasie przeczytać drugą część, tj. "Wiedźma Opiekunka" i mam apetyt na trzecią :D

Aaaaa, zapomniałabym. Przyznaję się, że "Zawód: Wiedźma" zainteresował mnie po przeczytaniu recenzji u Kasi :) na jednym ze zdjęć pojawił się przedmiot, który bezsprzecznie kojarzy się z wiedźmami, czyli miotła. Ja raczej fotografem nie jestem, ale nie mogłam nie skorzystać z okazji, kiedy okazało się, że moi rodzice mają na podorędziu najprawdziwsze miotły z gałązek, no i wiecie, mieszkam świętokrzyskim, Łysa Góra i te rzeczy, więc, krótko mówiąc, zainspirowałam się, et voila:

 

Big up! 

10 komentarzy:

  1. Hahahhaa to zdjęcie na końcu xD Genialne :D Masz zdecydowanie lepszą miotłę niż ja, taką bardziej fotogeniczną xD
    Uwielbiam tę książkę i pakuję się we wszystkie recenzje tej powieści, by zobaczyć, czy również podobała się danej osobie i stwierdzam, że wiedźma podbija wszystkie serducha :D
    Tym bardziej mi miło, że to właśnie ja zachęciłam Cię do sięgnięcia po nią <3
    Ja niedługo w końcu zabieram się za drugi tom, juz nie mogę się doczekać :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ekstra miotła! Książka trafiła już na listę do upolowania, a dzięki Twojej recenzji (no i Kasi rzecz jasna ;) ) plasuje się coraz wyżej. :D
    PS. Może tego imienia się nie odmienia? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie wychodzi na to, że się odmienia, bo w książce pojawiało się "z Wolhą", "Wolhy", ale nie mam pojęcia, jak będzie brzmiał celownik i miejscownik :)

      Usuń
  3. Już słyszałam trochę o tej książce, ale dopiero po Twojej recenzji zrozumiałam, czego mogę się spodziewać :) Właściwie Twój opis przypomina coś, co jest połączeniem sagi o Wiedźminie ze "Światem Dysku". Myślę, że chętnie zafunduję sobie taką rozrywkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam w starym wydaniu, ale z przyjemnością postawiłabym na półce to nowe <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetna książka, zapowiada się naprawdę fajnie. Chętnie przeczytam, bo poszukuję czego lekkiego i poczuciem humoru :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałem tę książkę, albo którąś z części, w każdym razie tom pierwszy, ładnych kilka lat temu. Dobrze już nie pamiętam fabuły. Natomiast w pamięci utkwiło wrażenie że powieść napisała sfrustrowana nastolatka, siedząc w pociągu, który wiózł ją na kolejny konwent fantasy. Byłem bardzo nią rozczarowany i zmęczony.

    OdpowiedzUsuń
  7. To chyba pierwsza negatywna opinia, z którą się spotkałam, ale "nie to ładne, co ładne, a co się komu podoba" :)

    OdpowiedzUsuń