czwartek, 9 marca 2017

Szósta era - Robert Cichowlas






Tytuł:Szósta era
Autor: Robert Cichowlas
Wydawnictwo: Replika
Liczba stron: 260
Ocena: 5/10














Dziś chyba nie będę snuć długich wywodów, bo - od razu mówię - nie ma nad czym. Po bardzo udanym książkowym początku roku w moje ręce trafiła powieść, delikatnie mówiąc, słaba i całe szczęście, że kosztowała mnie raptem kilka złotych.
Do zakupu skłoniła mnie ciekawa okładka i opis na jej tyle, który pozwolę sobie przytoczyć:
Duchy Azteków i najbardziej krwawe indiańskie bóstwa od dawna planowały zemstę na białym człowieku. Nie były na to gotowe... aż do teraz.
Dawid Galiński jest nauczycielem biologii w liceum. Podczas zajęć jeden z jego uczniów przechodzi dziwną metamorfozę i zaczyna recytować słowa pradawnej pieśni. Niedługo potem inny uczeń zostaje brutalnie zamordowany. Galiński doznaje wrażenia, że coś zagnieździło się w jego głowie. To mówi do niego. Śledzi każdy jego ruch...
Tymczasem dochodzi do kolejnych mordów. Ofiarom są wyrywane serca, a ich ciała zostają obdarte ze skóry. Poznań staje się epicentrum niewytłumaczalnych, szokujących wydarzeń, które wstrząsają jego mieszkańcami.
Świat stanął w obliczu wielkiej zagłady, jaką dawno temu przepowiedzieli Indianie Mezoameryki.

Pomyślałam sobie: duchy Azteków i Poznań? A cóż ma piernik do wiatraka? (no dobra,wiem: piernik-mąka-wiatrak, ale nieważne :p) Stwierdziłam, że takich rzeczy, to ja jeszcze nie czytałam i skusiłam się. No cóż...
Początek, nie powiem, był obiecujący. Niby zwykły dzień w liceum, a tu nagle jeden z uczniów zaczyna gadać w jakimś dziwnym języku, a atmosfera gęstnieje... a potem było już tylko gorzej. Trup ściele się bardzo gęsto, a flaki poniewierają się w każdym zakamarku. Jeśli horror, kryminał, czy coś w ten deseń jest dobrze napisane,  to nie przeszkadza mi to. Ale tutaj schemat był jeden: rozbebeszony trup, rozkminy głównego bohatera, głos w jego głowie, rozbebeszony trup, wątek z policją, rozkminy bohatera, głos w głowie, kolejny rozbebeszony trup. Mogę zrozumieć, że autor nie chciał wchodzić w rozwlekłe opisy i skupił się na istocie całej historii, ale w efekcie pozbawił ją jakiegokolwiek klimatu.
Przez to wszystko, zamiast stopniowego budowania napięcia i wywoływania ciekawości, czytelnik jest zarzucany w kółko uczniami gadającymi w pradawnych językach, sercami wyrywanymi na żywca i bijącymi jeszcze w rękach oprawców i kształtnymi piersiami Kaśki. Chciałabym czegoś więcej od tej historii, bo miała ona potencjał.

Sam pomysł jest bardzo oryginalny i widać, że autor ma dużą wiedzę na temat bóstw Mezoameryki. Swoją droga połamałam sobie język, kiedy próbowałam przeczytać na głos ich imiona :)
W każdym razie, wszystkie katastrofy, ataki obcych, apokalipsy, ognie piekielne i inne armagedony mają miejsce zawsze w Ameryce, więc taki import "ichniejszych" bóstw i wybranie naszej ziemi ojczystej na miejsce początku ich zemsty jest bardzo ciekawe. I powiem Wam, (UWAGA, SPOILER!!!), że nawet, cholera, te piramidy azteckie ni z gruchy ni z pietruchy wyrastające spod ziemi w centrum Poznania, choć absurdalne jak sanki w lato, wzbudziły moje zainteresowanie, ale jednak zdecydowanie czegoś zabrakło.

Zabrakło mi chyba przede wszystkim jakiejś równowagi między elementami właściwymi horrorom (tym klasy B), a pewnym poziomem literackim. Bo język również pozostawia wiele do życzeia. Nie spodziewałam się iście homeryckich porównań, głębokich niczym myśl mędrca siedzącego o poranku nad brzegiem jeziora, którego spokojna tafla odbija widok leniwie płynących chmur. Po prostu, nauczyciel biologii w liceum nie musi rzucać soczystą ku*wą w co drugim zdaniu, żeby akcja nabrała dramaturgii. Sceny erotyczne też nie odznaczają się finezją w opisach. Wiadomo, facet to zawsze facet, więc autor nie bawił się w wyszukane opisy, choć z drugiej strony nie posądzałabym faceta o taką szczegółowość :P

Mimo wszystko "Szósta era" nie jest też takim strasznym gniotem. Czyta się ją szybko i nie można odmówić jej oryginalności. Sprawdza się głównie jako lektura w poczekalniach, autobusie itp. Na pewno nie zapada w pamięć na długo, ale czy wszystkie książki muszą być arcydziełami?
 

8 komentarzy:

  1. Poznań, Aztekowie i indiańskie bóstwa? Też pomyślałam to co ty, co ma piernik do wiatraka:D i tak bym po tę książkę nie sięgnęła, ale po Twojej recenzji wiem, że naprawdę czasami pisarze mają rozmach :D
    Czekam na Kleopatre w Rzeszowie :p

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow... ale ludzie mają wyobraźnię! Mieszkam w Poznaniu, więc jestem ciekawa jak by się to czytało�� mimo wszystko odpuszczę sobie, bo to nie mój gatunek literacki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie powiem, sam motyw zemsty bogów azteckich w samym sercu Poznania to, jak bardzo szalenie to nie brzmi, całkiem interesujący i intrygujący pomysł. Jak dobrze to jednak nie brzmi na piśmie, nie wiem, czy chciałbym sięgnąć po " Szóstą erę" po przeczytaniu twojej recenzji. Lubię horrory, ale masa trupów i ciągłe wulgaryzmy, to jednak nie to, co szukam w tym momencie. Świetna recenzja. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. o rety :) nie muszę już czytać tej książki (zresztą za horrorami i tak nie przepadam), dzięki Twojemu opisowi mam wrażenie, że i tak wiem co się wydarzy... jak to było? Rozbebeszone flaki, uczeń, serce, cycki, profesor?? :) hmm... nie, to nie dla mnie :) hihi pozdrawiam i życzę, abyś następnym razem trafiła lepiej!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo ciekawy pomysł na fabułę, szkoda tylko, że nie wszystko udało się w ciekawej formie przedstawić.
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
  6. Tytuł nie wpadł mi jeszcze w ręce, ale autor dał się już poznać jako niezwykle sprawnie władający słowem.

    OdpowiedzUsuń