poniedziałek, 9 stycznia 2017

Sully. W poszukiwaniu tego, co naprawdę ma znaczenie - Chesley B. "Sully" Sullenberger III

Witam Was po baaardzo długiej przerwie. Prawda jest taka, że końcówka minionego roku, a właściwie cały ostatni kwartał był po prostu podły, choć z jednym naprawdę cudownym przebłyskiem, przez który powoli oswajam się z myślą, że w nie tak znowu odległej przyszłości zmienię nazwisko :D Niemniej jednak "nowy rok, nowa ja" to zupełnie nie moja bajka, a jedyne moje postanowienie to czytać i blogować więcej i w ogóle wziąć się porządnie za ten mój kawałek internetów.


Dzisiaj mam dla Was książkę niezwykłą i bardzo wartościową. Bardzo żałuję, że jej przeczytanie tak bardzo rozciągnęło mi się w czasie, bo powinnam ją pochłonąć w jeden wieczór.


Sully. W poszukiwaniu tego, co naprawdę ma znaczenie 





Tytuł: Sully. W poszukiwaniu tego, co naprawdę ma znaczenie
Autor: Chesley B. "Sully" Sullenberger III
Wydawnictwo: Znak Literanova
Liczba stron: 336
8+/10







O książce zrobiło się głośno jakiś czas temu za sprawą filmu w reżyserii Clinta Eastwooda, w którym w rolę kapitana Sully'ego wcielił się Tom Hanks, którego kocham od czasu Forresta Gumpa, ale wiedziałam, że po prostu MUSZĘ przeczytać książkę, zanim obejrzę film i po raz kolejny Wydawnictwo Znak Literanova (które przepraszam za straszne opóźnienie) przyszło mi z pomocą:)

Jak to czasem mi się zdarza, nie będę się rozpisywać o fabule, bo wydaje mi się, ze opis z okładki przedstawia wszystko tak, że sama lepiej bym tego nie ubrała w słowa:


15 stycznia 2009 roku. W chwilę po starcie z nowojorskiego lotniska ważący 73 tony samolot Airbus A320 ze 155 osobami na pokładzie stracił moc w obu silnikach. Wydawało się, że maszyna musi runąć na miasto. Za sterami samolotu siedział jednak kapitan Chesley „Sully” Sullenberger, który podjął decyzję o awaryjnym lądowaniu na rzece Hudson.
Spokojna reakcja kapitana nie tylko pozwoliła uniknąć katastrofy, lecz także sprawiła, że stał się bohaterem i inspiracją dla ludzi na całym świecie. Jego wyczyn przeszedł do historii jako najbardziej spektakularne lądowanie w dziejach. Ta bestsellerowa książka odpowiada na pytanie, skąd biorą się ludzie, którzy są w stanie sprostać każdemu wyzwaniu i nigdy nie tracą zimnej krwi. To inspirująca opowieść bohatera, który nie jest superherosem, ale człowiekiem takim, jak każdy z nas.


Przyznaję, że dawno nie czytałam książki, która tak by mnie zainspirowała, ale od początku.

Od razu widać, że pan Sullenberger nie jest zawodowym pisarzem, co daje się we znaki zwłaszcza na początku. Język jest nieco sztywny, brak mu takiej literackiej płynności (mam nadzieję, że rozumiecie, co mam na myśli :D). Na początku trudno było mi przez to przebrnąć, ale z czasem doszłam do wniosku, że nadaje to całej historii autentyczności, którą wydumane zdania i rozbudowane epitety na pewno by zaburzyły. 

Bo, moi Drodzy, nigdy jeszcze jako czytelniczka nie poczułam tak cudownie nawiązanej relacji z autorem. W tej historii nie ma wykreowanego bohatera - mamy człowieka z krwi i kości, który był zmuszony do, w zasadzie, dokonania cudu i dzięki swojej wiedzy, opanowaniu i umiejętnościom tego cudu dokonał. Superbohater? Nadczłowiek? - Nie. Człowiek taki jak każdy z nas, mający rodzinę, mniejsze i większe problemy i pasję, która stała się jego sposobem na życie. W swojej książce kapitan Sully daje nam kawałek siebie i czytelnik od razu to wyczuwa. Osobiście odebrałam go jako człowieka bardzo skromnego i niesamowicie zaangażowanego w swój zawód, będący jednocześnie jego pasją. W książce wielokrotnie podkreślił, że nie czuje się bohaterem, a zrobił jedynie to, co należało, a ocalenie wszystkich pasażerów było po prostu jego obowiązkiem.

Książka to nie tylko opis wydarzeń z 15 stycznia 2009 roku. To przedstawienie drogi, jaką przebył autor od momentu, kiedy odkrył, że latanie to to, co chce robić w życiu aż do tamtego dnia i tego, jak wpłynął on na dalsze życie autora. Sullenberger z niezwykłą skrupulatnością (i daję sobie włosy obciąć, że równie skrupulatny jest w pracy i w życiu codziennym) snuje swoją historię. To opowieść o tym, że w zasadzie wszystkie lata doświadczenia, począwszy wychowania i wartości, jakie wyniósł z domu, przez rady pierwszego nauczyciela, naukę w szkołach, obserwacje, a także niespotykana rzetelność w zdobywaniu wiedzy i wykonywaniu obowiązków oraz zimna krew złożyły się na sukces lądowania na rzece Hudson.

Sullenberger podkreśla, że szczęśliwe zakończenie lotu 1549 to zasługa całej załogi samolotu oraz wszystkich ludzi, którzy bez zastanowienia ruszyli na pomoc. Trudno sobie wyobrazić, że od momentu zderzenia samolotu z ptakami do wylądowania minęło TYLKO 208 SEKUND (!!!), a akcja ratownicza trwała nieco ponad 20 minut. To naprawdę przywraca wiarę w ludzi. 

Chciałabym, żeby ta książka dotarła do jak największego grona odbiorców. Dała mi jakieś takie przeświadczenie, że cuda mogą się jednak zdarzać i mogą być zasługą człowieka. Cieszę się, że trafiła w moje ręce, bo dodała mi otuchy po całej tej nieciekawej końcówce roku. Nie muszę chyba mówić, jak gorąco ją polecam :)

Szczerze przyznam, że nie spodziewałam się, że ten wpis będzie tak osobisty i emocjonalny, ale to chyba świadczy o tym, że książka jest rewelacyjna.

Za egzemplarz recenzencki bardzo serdecznie dziękuję wydawnictwu Znak Literanowa

 

11 komentarzy:

  1. Książki nie znam, ale oczywiście słyszałam historię niesamowitego lądowania "Sully'ego". Nie miałam pojęcia, że to on sam postanowił opisać te wydarzenia – myślę, że to świetne posunięcie, które przydaje całej historii wiarygodności. I zgadzam się z Tobą, że w tego typu relacjach kwestie językowe mogą zejść na dalszy plan – najważniejsze, że przekaz jest autentyczny :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Brzmi naprawdę zachecajaco,ale to raczej pozycja dla mojego męża 😊👌

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie jestem przekonana do tej tematyki, ale pragnę poczuć tę samą więź z autorem, którą i Ty poczułaś. Takie coś to mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zainteresowałaś mnie, a niestety nie słyszałam o tej książce wcześniej. Dodatkową zachetą jest fakt, że w rolę główna wcielił się Hanks.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo lubię czytać emocjonalne recenzje, a Twoja takowa jest. Widać, że książka wywarła na Tobie ogromnie wrażenie, tym samym zachęciłaś mnie do jej sięgnięcia.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wychodzi na to, że ominęła mnie naprawdę dobra i emocjonalna książka. Świetna recenzja!
    Serdeczności,
    Gaba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku, bardzo mi miło :) dziękuję :)

      Usuń
  7. Dobra recenzja, zwracasz uwagę na wiele niewidocznych na pierwszy rzut oka szczegółów.

    OdpowiedzUsuń
  8. Film już oglądałam, książki jeszcze nie miałam okazji przeczytać, historię z mediów doskonale poznałam, chciałabym tak już ogólnie dokonać wszystkich porównań. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Pożyczysz? Chętnie przeczytam :-)

    OdpowiedzUsuń