czwartek, 19 stycznia 2017

"Świat do mnie nie przyjdzie, więc ja muszę wyjść do świata", czyli "Szczygieł" Donny Tartt

Wreszcie! Nie było chyba jeszcze książki, z którą zeszłoby mi tak długo: przeleżała na półce, jak się okazuje, siedem miesięcy (!!!), czytałam ją z dużymi przerwami prawie dwa miesiące (!!!), a do napisania posta zbieram się od tygodnia. W końcu jednak nadeszła ta wiekopomna chwila i udało mi się naskrobać kilka słów o książce, która dosłownie wyrwała mnie z butów. Panie i Panowie, przed Wami "Szczygieł".

 
Tytuł: Szczygieł
Autor: Donna Tartt
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 800
9/10






"Szczygieł" nie był moim pierwszym spotkaniem z Donną Tartt. Jakieś dwa lata temu czytałam "Tajemną historię" jej autorstwa i cóż... nie przypadła mi do gustu. Postanowiłam przeczytać "Szczygła", bo, wiadomo, Pulitzer i te sprawy, gdzie nie spojrzysz, tam "Szczygieł" i w ogóle, ale chyba dobrze zrobiłam, że poczekałam z lekturą. Jak słusznie zauważyła Matylda, obie książki są bardzo podobne w swojej strukturze i fabule, jednak to "Szczygieł" skradł moje serce.

"Tylko od czasu do czasu zauważyłem łańcuch na stópce ptaszka lub zastanawiałem się nad tym, jak okrutny zgotowano mu los - wzbijał się na krótko, zmuszony do powrotu zawsze w to samo smutne miejsce"

 Można powiedzieć, że Theo Decker i jego matka padają ofiarą najbardziej niefortunnego z możliwych zbiegu okoliczności. Zwykła zmiana planów zaprowadziła ich do nowojorskiego muzeum, które stało się celem zamachu bombowego. Chłopiec cudem przeżył wybuch, ale stracił matkę, a cały świat, dosłownie i w przenośni, zawalił mu się na głowę. Pod wpływem chwili Theo zabiera z gruzów maleńki obraz pochodzący z XVII w. przedstawiający szczygła - ukochane malowidło jego matki. Ten niewielki kawałek płótna stanie się symbolem utraconego dzieciństwa i domu, ale będzie również towarzyszem i obsesją Theo w jego wędrówce od Nowego Jorku przez Las Vegas, a nawet Amsterdam i z powrotem. 

"Szczygieł" to Książka przez duże, wykaligrafowane K. Oczarowała mnie, przeżuła, wypluła, zostawiła z książkowym kacem i jestem jej za to wdzięczna. Chyba od liceum nie miałam takich "egzystencjalnych refleksji", jak przy tej lekturze. Zazwyczaj lubię, kiedy dużo się dzieje, a tutaj dwustronicowe opisy przeżyć wewnętrznych bohatera nie tylko mnie nie nudziły, a wręcz przeciwnie - moja wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach. Widziałam pustynny krajobraz peryferii Las Vegas, zaniedbane mieszkanie i dwóch chłopaków szukających nowych doznań we wszelkiego rodzaju używkach. Opisy ich "odlotów" były wręcz namacalne. Zagubienie i pustka to nieodłączni towarzysze Theo. Czytelnik przechodzi całą drogę razem z nim. Towarzyszymy mu od momentu wybuchu, obserwujemy jego dojrzewanie, przemierzamy oddalone od siebie zakątki świata, a przy tym wszystkim, jak wyrzut sumienia i cień przeszłości nieustannie przewija się "Szczygieł".

Leżałem bezsennie znacznie dłużej, czując drapanie w gardle, lekkie zawroty głowy i mdłości po papierosie. Jak to się stało, że wylądowałem w tym dziwnym nowym życiu, gdzie pijani cudzoziemcy wykrzykują coś wokół mnie w środku nocy, ja chodzę w brudnym ubraniu i nikt mnie nie kocha?

Książka Tartt to opowieść o stracie, moralnym upadku, poszukiwaniu własnego miejsca w świecie i o tym, że życie jest cholernie trudne i nic nie zostaje nam podane na złotej tacy. Brzmi trochę jak oklepane frazesy z pierwszej lepszej obyczajówki, prawda? Na szczęście "Szczygieł" jest powieścią bardzo złożoną, w sensie pozytywnym. Owszem, zawiera w sobie elementy powieści obyczajowej, czy egzystencjalnej, ale pojawiają się w niej również wątki kryminalne i humorystyczne, choć często jest to zjadliwa ironia. 

To, co oprócz niesamowitego języka i interesującej narracji jest największym atutem i w zasadzie podstawą wyjątkowości tej książki, to bohaterowie. W "Tajemnej historii" wydawali mi się przegadani i jacyś tacy rozmemłani, a tutaj jest zupełnie na odwrót. Mimo tego, jak w pewnym momencie Theo działał mi na nerwy przez taką bezsensowną autodestrukcję, to darzę go czytelniczą sympatią za tę jego niezmordowaną próbę odnalezienia sensu i celu w tym wszystkim co spotkało go bez lub z jego własnej winy. Również Boris - towarzysz niedoli i nieco toksyczny, aczkolwiek (prawie) szczerze oddany przyjaciel głównego bohatera jest postacią nietuzinkową i taką, którą chcąc nie chcąc gdzieś tam jakoś tam się lubi. Przede wszystkim na korzyść powieści przemawia fakt, że bohaterowie nie są jacyś wydumani i urwani z księżyca. Są przedstawieni jako ludzie, którzy mogliby być naszymi sąsiadami a podobna historia mogłaby się przydarzyć komukolwiek - pomijając może wyniesienie ze zbombardowanego nowojorskiego muzeum unikatowego dzieła sztuki. Ojciec z nałogami i jego niezbyt rozgarnięta konkubina a'la podstarzały plastik, dystyngowana i chłodna pani z wyższych sfer z na pozór idealnym domem i rodziną, starszy, szarmancki pan, którego wspólnik nie żyje i sam musi prowadzić dalej sklep z antykami i wreszcie półświatek pełen narkotyków i szemranych interesów - nie są to ludzie i zjawiska, które nie istniałyby na co dzień. 

Jak już napisałam wcześniej, "Szczygieł" jest powieścią złożoną i chyba nie da się patrzeć na niego tylko z jednej perspektywy, na przykład refleksji na temat bezsensu życia i często niesprawiedliwych zrządzeń losu. Dla mnie ważnym aspektem powieści, który spaja ją w wielowymiarową, ale logiczną całość, jest sztuka. Opisy Szczygła jako obrazu sprawiły, że później znalazłam go w internetach i "się doszukiwałam" :D A tak zupełnie serio. Osobiście uwielbiam wszelkiego rodzaju antyki, obrazy pełne symboli itp. Dla mnie te przedmioty mają duszę i bardzo podobało mi się że ten aspekt stanowi integralną część powieści. W świecie Theo, pełnym beznadziei, mentalnej zgnilizny i zatracenia, sztuka stanowiła coś w rodzaju osłodzenia tych okropieństw dnia codziennego.

I czy sens rzeczy, pięknych rzeczy, nie polega na tym, że łączą cię z jakimś głębszym pięknem? Te pierwsze doświadczenia, które szeroko otwierają serce i za którymi gonisz przez resztę życia lub próbujesz je w ten czy iny sposób odtworzyć?

Nie wiem, czy cokolwiek zrozumiecie z tych moich dzisiejszych wypocin, jakiś chaos mi się tu wkradł. W każdym razie "Szczygieł" to kawał naprawdę dobrej, inteligentnej, aczkolwiek niezbyt trudnej literatury. Jak dla mnie ta lektura była ucztą dla ducha, trochę rozciągniętą w czasie ale jednak :) Polecam.

Big up! 

8 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawie się zapowiada. Interesujące fragmenty :) Z przyjemnością przeczytam

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dobry temat! Myślę, że każdy powinien kierować się takim hasłem:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Książka wydaje się jakaś ciężka, ale na pewno warta przeczytania.

    OdpowiedzUsuń
  4. Po recenzji wydaje się być intrygująca i jednocześnie bardzo przyjemna w czytaniu. Zdecydowanie mnie do niej przekonałaś! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Książka, która wciąż czeka na spotkanie ze mną, leży na półce i kusi swoją zawartością. Na razie zbieram pozytywne opinie na jej temat, może już niedługo przekonam się, jakie wywrze na mnie wrażenie. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Boje się emocjonalnie ksiazek, które mają zdolnośc wypluwania czytelnika ;) natomiast z drugiej strony bardzo je uwielbiam.Tak, tak masochistyczne podejście.
    Pozdrawiam,
    Zaczytana Wiedźma
    ZaczytanaWiedźma.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Książkę mam, więc prędzej lub później przeczytam. :) Liczę na ucztę literacką.

    OdpowiedzUsuń
  8. U mnie leży trochę dłużej niż kilka miesięcy. Czeka na swój czas, może trochę objętość odstrasza, trochę emocje, ale z pewnością przeczytam.

    OdpowiedzUsuń