piątek, 1 kwietnia 2016

Dla odmiany kryminał- "Rytuał babiloński" Toma Knoxa




Tytuł: Rytuał babiloński
Autor: Tom Knox
Wydawnictwo: Rebis
Liczba stron: 390
6-/10









Od jakiegoś czasu miałam ochotę na trzymający w napięciu kryminał, ale jednocześnie "Rytuał babiloński" jest kolejną książką wybraną przez przypadek. Tak czy owak został pochłonięty w jedno popołudnie i dostarczył mnóstwo emocji, często bardzo skrajnych.


Akcja powieści początkowo rozgrywa się w trzech miejscach. W Edynburgu znany historyk, profesor Archibald McLintoch na oczach wielu turystów popełnia samobójstwo. Jego córka, Nina, nie wierzy jednak, że jej ojciec był zdolny do takiego czynu i uważa, że został w dziwny sposób zamordowany. Zwraca się z pomocą do dziennikarza, Adama Blackwooda, który był ostatnią osobą, z którą rozmawiał zmarły. Profesor powiedział mu, że odkrył zagadkę skarbu templariuszy. Nina uważa to za kluczowe dla sprawy, dlatego wraz z Adamem wyruszają śladami profesora, by rozwikłać zagadkę jego śmierci. W tym samym czasie w Londynie dochodzi do kilku jeszcze bardziej zagadkowych samobójstw. Za każdym razem z życiem kończyły młode osoby, będące dziećmi milionerów i prowadzące rozwiązły, pozbawiony jakichkolwiek zahamowań tryb życia. Sprawa jest o tyle dziwna, że każda z tych osób przed śmiercią sama zadawała sobie niewyobrażalny ból, kalecząc potwornie swoje ciało. Sprawą zajmuje się inspektor Ibsen. Ostatni wątek rozgrywa się na drugim końcu świata, bo w okolicach Peru. Tam młoda antropolog, Jessica Silverton, wraz z grupą naukowców prowadzi wykopaliska i badania na temat preazteckiego plemienia Moche, znanego z krwawych, wręcz sadystycznych ofiar dla bóstw oraz wynaturzonych praktyk seksualnych. Kiedy naukowcy niemal dokonują przełomowego odkrycia, dochodzi do serii niewyjaśnionych wydarzeń, a naukowcy mają wrażenie, że ktoś celowo próbuje udaremnić ich badania.

Nietrudno oczywiście domyślić się, że wszystkie trzy wątki prędzej, czy później splotą się w całość. Ale nastąpi to raczej później. Poza tym bardzo krótkie rozdziały może i sprzyjają szybszemu czytaniu, ale na pewno nie lepszemu "ogarnięciu" lektury. Wiele rozdziałów kończyło się bardzo interesująco, ale kiedy już czytelnik nastawi się na konkretny wątek, autor dosłownie wrzuca go do następnego. Jak dla mnie nie pomagało to budować napięcia i zaciekawiać, a wprowadzało tylko chaos. I, jakkolwiek jednak akcja na początku rozwija się w całkiem dobrym tempie, tak na ostatnich kilkudziesięciu stronach widocznie zwalnia, a pewne motywy nie wnoszą zbyt wiele. Również sami bohaterowie nie zachwycają. Odniosłam wrażenie, że autor miał zupełnie inną koncepcję postaci, niż to finalnie wyszło. Zabrakło im pewnej wyrazistości i odrębności, a czasem ich zachowania były po prostu głupie. Szczególnie mojej sympatii nie wzbudziła postać Niny. Miała być silną i zadziorną kobietą w delikatnym ciele, a jak dla mnie wyszła na pogubioną drobną pijaczynę, która dużo przeklina i nie radzi sobie z życiem.

Ale, żeby nie było, znalazłam też plusy, bo gdyby było inaczej, to raczej nie przeczytałabym "Rytuału..." w jeden wieczór. Sporym atutem jest łączenie prawdy historycznej z fikcją. Autor musiał zadać sobie wiele trudu, żeby zdobyć tyle informacji, jednocześnie wplatając w nie prawie nieprawdopodobne, ale jednak możliwe wydarzenia. Templariusze są bardzo wdzięcznym tematem dla pisarzy; stosunkowo nieduża ilość informacji o nich daje twórcom pole do popisu. Większość teorii spiskowych i książkowych wymyślonych historii idzie jednak w inną stronę, niż u Knoxa i ze względu na to uważam, że porównywanie "Rytuału babilońskiego z "Kodem Leonarda Da VInci" jest zupełnie bezzasadne. Mimo że punktem wyjścia obu powieści jest ten sam temat, Knox podszedł do niego zupełnie inaczej. I bardzo dobrze.

Autor połączył w tej powieści wiele motywów: templariuszy, którzy mają coś wspólnego z prekolumbijskimi plemionami, morderstwa i samobójstwa, kartele narkotykowe, podróż przez pół Europy i Amerykę, chorobę i wątek miłosny. Dobrze, że tego ostatniego nie jest zbyt dużo. Widząc taką listę wymienioną na odwrocie książki zastanawiałam się, czy to aby nie będzie za dużo. Jednak według mnie odpowiednie proporcje zostały zachowane.

Tom Knox jest przede wszystkim znany jako "autor Sekretu Genezis". Kto wie, być może kiedyś sięgnę i po tę pozycję, ale na pewno w najbliższym czasie (i chyba w tym dalszym też) nie będzie to mój priorytet. "Rytuał babiloński" w pełni zaspokoił moją potrzebę przeczytania kryminału, zapewne na dłuższy okres. Komu mogę polecić tę książkę? - Na pewno osobom interesującym się templariuszami i całą otoczką z nimi związaną. Powieść powinna także spodobać się wielbicielom kryminałów, o ile nie straszne im obszerne opisy perwersji, sadyzmu i wynaturzeń, bo i takie w tej książce się zdarzały. 

Podsumowując: myślę, że "Rytuał babiloński" znajdzie swoich entuzjastów. Ja niestety nie dołączę go do grona moich ulubionych pozycji. Jednak dobrze przeczytać sobie tak od czasu do czasu coś innego niż tylko fantastykę czy literaturę faktu.


3 komentarze:

  1. Uwielbiam połączenie wątków kryminalno-historyczno-religijnych! :) Dlatego tak bardzo kocham Dana Browna! :) Dzięki za tę książkę! Dopisana do listy "do przeczytania" :)
    http://piszeczytamgotuje.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię kryminał, ale nie wiem czy po ten sięgnę:( brakuje mi czasu i pieniędzy na te wszystkie książki, które chciałabym przeczytać:P
    http://przewodnik-czytelniczy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Połączenie historii z fikcją może okazać się ciekawe :) Pozdrawiam Pośredniczka

    OdpowiedzUsuń