poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Światło, którego nie widać" - Anthony Doerr








Tytuł: Światło, którego nie widać
Autor: Anthony Doerr
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 640
7/10







Bardzo długo zbierałam się do przeczytania tej książki, również samo czytanie zajęło mi sporo czasu. Zdania na jej temat są podzielone, budzi sprzeczne opinie, ale jedno jest pewne: "Światło, którego nie widać" zapada głęboko w pamięć.


Akcja powieści jest wielowątkowa, jednak wszystko sprowadza się do małego, malowniczego miasteczka Saint- Malo we Francji, do którego, po zajęciu przez hitlerowców Paryża, wraz z ojcem udaje się nastoletnia Marie- Laure. Dziewczyna, będąc dzieckiem utraciła wzrok, jednak ze wszystkich sił stara się funkcjonować jak zdrowy człowiek. Aby jej to ułatwić, ojciec (przed wojną będący ślusarzem w paryskim muzeum) buduje dla niej miniaturowy model miasta. W krótkim czasie Saint- Malo staje się jednym z ostatnich bastionów nieprzyjaciela, ostrzeliwanym niemal ze wszystkich stron przez aliantów, a dziewczyna, zdana sama na siebie, będzie musiała poradzić sobie w takich warunkach. Zda sobie również sprawę, że istnieje jeszcze jeden powód, dla którego znajdzie się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. W Saint- Malo znajduje się także Werner Pfennig, żołnierz Wehrmachtu, specjalista od namierzania wrogich transmisji radiowych. Tym razem jego misja przeistoczy się w coś dużo ważniejszego dla niego samego. Ogarnięte chaosem miasto okaże się kluczem do rozwiązania zagadki z jego dzieciństwa i pozwoli odnaleźć wartości zatarte przez wojnę.

Muszę przyznać, że Doerr znakomicie wykreował bohaterów. Zazwyczaj, mówiąc o wojnie, przed oczami mamy ogół społeczeństwa, żołnierzy, poległych. Tutaj zauważamy, że ten ogół jest tworzony przez jednostki, dla których wojna jest osobistą tragedią i wpływa bezpośrednio na ich własne życie. Z zainteresowaniem śledziłam losy Marie- Laure, dla której, jako osoby niewidomej, nawet takie "normalne" życie codzienne jest utrudnione. Jednak dziewczyna wykazuje się ponadprzeciętnym uporem, hartem ducha, odwagą i inteligencją. Nie potrzebuje niczyjej litości, a w obliczu zagrożenia wytęża wszystkie swoje siły, aby stawić mu czoła. Również Werner, wydawałoby się, żołnierz, jakich wiele, przeżywa osobiste rozterki, zastanawia się, czy to, do czego został wyszkolony rzeczywiście ma sens i jest takie, w jakie kazano mu wierzyć. 

Bardzo trudno jest mi wyrazić jednoznaczną opinię o tej książce. Bardzo przeszkadzał mi brak jednolitej, chronologicznej fabuły. Akcja powieści rozpoczyna się niejako w połowie, jest przeplatana retrospekcją, do momentu "wyrównania" czasu akcji. Na początku byłam mocno zdezorientowana, a wejście w ten sposób przedstawiania wydarzeń wymagał nie lada skupienia. Na całe szczęście, sama historia jest bardzo wciągająca, więc nie trzeba było tego skupienia wywoływać na przymus.

Swoją drogą tak sobie myślę, że prowadząc fabułę w taki, a nie inny sposób, autor prowadzi z czytelnikiem grę. Akcja rozwija się na trzech płaszczyznach, z początku mających ze sobą niewiele wspólnego, które z każdym rozdziałem nabierają spójności. Kiedy jednak czytelnik ma nadzieję na odkrycie jakichś ważnych dla fabuły aspektów - nagle zostaje przeniesiony do innego wątku (lub czasu). Z jednej strony strasznie to denerwujące, z drugiej pobudza ciekawość i chęć poznania finału historii.

Można się zastanawiać, czy "Światło, którego nie widać" zasługuje na Nagrodę Pulitzera, czy nie. Ja wiem jedno. Ta książka po prostu ma coś w sobie. Nietrudno się domyślić, że dla mnie plusem jest już to, że czerpie z historii XX w., zwłaszcza z tematyki II wojny światowej. Z drugiej strony przecież samo to nie oznacza od razu, że książka będzie dobra. Wojna to przerażający czas, aż trudno sobie wyobrazić funkcjonowanie w takich realiach, co dopiero kiedy jest się niewidomą nastolatką. Doerr świetnie wykreował świat otaczający bohaterów. Szczególnie uderzający jest sposób myślenia nauczycieli i wychowanków niemieckich ośrodków wychowawczych. Całkowite wypranie mózgów i nasterowanie młodych ludzi prowadzące do bezrefleksyjnego okrucieństwa wręcz przeraża, tym bardziej, że autor przedstawił je, jakby było najnormalniejszą rzeczą pod słońcem. Z drugiej strony, mimo beznadziejnej sytuacji ludności cywilnej okupowanego kraju, rodzi się w niej opór i chęć przeciwstawienia się ciemiężcy. Wymaga to odwagi i ryzyka, ale daje poczucie wewnętrznej wolności.

"Światło, którego nie widać" nie należy do pozycji, które czyta się lekko. Sama wielokrotnie odkładałam tę książkę, żeby po kilku minutach do niej wrócić. Po przeczytaniu ostatniej strony i nieco melancholijnym zakończeniu miałam typowego kaca książkowego, przez co do napisania tej recenzji zbierałam się ładnych kilka dni. Być może kiedyś do niego wrócę, być może wtedy wyciągnę inne wnioski, na pewno nie jest to książka, po której przeczytaniu stwierdza się "no tak, fajnie się czytało, ogólnie ok" i zapomina się o niej w ciągu kilku miesięcy.

9 komentarzy:

  1. *Mogą pojawić się spoilery* Brak jednolitej fabuły był tu plusem i minusem zarazem. Z jednej strony pobudzało do ciekawość do granic możliwości, ale z drugiej irytowało mnie, gdy autor zmieniał wątek w momencie, kiedy miało dojść do ważnego wydarzenia. Byłam bardzo zadowolona do póki autor nie połączył losów głównych postaci. Te zdarzenie było do przewidzenia, ale nie spodziewałam się takiej końcówki. Szczególnie śmierć chłopaka pozostawiła po sobie gorzki posmak i to nie taki, dzięki któremu wylewa się łzy. Bardziej gorycz z niewymówionym pytaniem ,,Dlaczego?''. Nie wiem dlaczego ta książka dostała nagrodę Pulitzera. Widocznie większość - tak jak ty - znalazła w tej lekturze coś, czego ja nie dostrzegłam. Z jednym muszę się zgodzić, długo nie zapomnę tej historii.

    Wielopasja

    OdpowiedzUsuń
  2. Widziałam wiele, naprawdę wiele pochlebnych komentarzy na temat tej książki. Sama jednak jeszcze jej nie przeczytałam :)
    Co do Twojego komentarza na moim blogu: żaden wstyd, że kogoś nie znasz :) masz jeszcze mnóstwo czasu, aby go poznać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo, bardzo, ale to bardzo chce przeczytać tę książkę:) mam taką tendencję do książek nagradzanych tą nagrodą, że zawsze mi się podobają. Mam nadzieję, iż ta również:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Książka czeka na półce i sporo sobie po niej obiecuję. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. CZEŚĆ! Nominowałam Cię na swoim blogu do LBA :) Mam nadzieję, że z chęcią odpowiesz na moich 11 pytań :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, dziękuję :) z chęcią odpowiem na pytania :)

      Usuń
  6. Przyznam szczerze, że zupełnie nie ciągnęło mnie do tej książki. Jednak Twoja opinia sprawiła, że zaciekawiłaś mnie tą lekturą - może kiedyś skuszę się na nią, nawet pomimo tego, iż szybko zapomnę o całej treści.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dosłownie wczoraj koleżanka poleciła mi tę pozycję!

    OdpowiedzUsuń
  8. Przyznam, że ten tytuł zostaje na długo w pamięci, więc coś w nim jest. A nagrody zawsze wywołują kontrowersje, sama nie chciałabym wybierać tej jedynej i najlepszej, bo to bardzo trudne.

    OdpowiedzUsuń