sobota, 3 września 2016

"Cmentarz zapomnianych książek" - Carlos Ruiz Zafon

Tak szczerze mówiąc, miałam w planach powrót do serii Zafona, ale w nieco odleglejszej przyszłości, na pewno nie teraz, tym bardziej, że "Szczygieł" czeka na swoją kolej od początku wakacji. Kiedy jednak zobaczyłam książki w bardzo okazyjnych cenach, nie mogłam się powstrzymać, a paradoksalnie ostatecznie przekonało mnie kieszonkowe wydanie, które zabierałam ze sobą dosłownie wszędzie i czytałam w każdej wolnej chwili. Uwielbiam prozę Zafona, dlatego trzy dość grube tomy pochłonęłam bardzo szybko.


Książki są lustrem: widzisz w nich tylko to, co już masz w sobie.


Pierwszy tom powieści to "Cień wiatru". To tutaj poznajemy mroczną i wciąż krwawiącą po ranach wojny domowej Barcelonę wraz z jej sekretami. Jest to miejsce, w którym bolesna i często niechlubna przeszłość wychodzi na światło dzienne w najmniej oczekiwanym momencie. To właśnie tutaj od dziesięcioleci funkcjonuje Cmentarz Zapomnianych Książek - miejsce, do którego wstęp mają nieliczni, osnute tajemnicą, będące schronieniem dla książek, które zostałyby zniszczone i zapomniane. Któregoś letniego dnia 1945 roku dziesięcioletni Daniel Sempere, syn księgarza, poznaje Cmentarz i zgodnie z rodzinną tradycją, wybiera jedną książkę, którą ocali od zapomnienia. Trafia na Cień wiatru  Juliana Caraxa. Chłopiec jest oczarowany lekturą, ale nie może natrafić na inne dzieła autora, ponieważ niemal wszystkie jego książki zostały spalone. Z biegiem czasu Daniel coraz bardziej chce odkryć sekret autora, nie wiedząc, że czeka go najbardziej niebezpieczna i jednocześnie ekscytująca przygoda jego życia. Cień wiatru wciągnie go w wir nieprzewidywalnych wydarzeń, wielkich miłości, tragedii i wielu nierozwiązanych spraw z przeszłości.

Ufff... ciężko w kilku słowach zarysować fabułę "Cienia wiatru", ale myślę, że nie zdradziłam zbyt wielu szczegółów. Cóż mogę powiedzieć... ja się zakochałam w tej powieści i niewiele jest rzeczy, których chciałabym tak bardzo, jak pracy w księgarni Sempere i Synowie. No może jedną z tych rzeczy jest odwiedzenie "tamtej" Barcelony i chłonięcie całą sobą tego mrocznego i tajemniczego klimatu. Zafon namalował słowami niesamowite wręcz obrazy, dając wyobraźni czytelnika nieograniczone możliwości. Sam język jest rewelacyjny; pełen humoru i ciętych ripost, przez co pewnie w miejscach takich jak autobus, czy poczekalnia mogłam zostać wzięta za osobę niespełna rozumu, gdyż nie mogłam powstrzymać się od rechotu. 


Biedaczka. A wyglądała tak samo jak ja, uwierzy pan? Taka sama, pociągła, żeby nie powiedzieć koścista, twarz i ciało zdecydowanie żylaste. [...] Jesusę mylono we wsi ze mną, bo biedaczce nigdy nie urosły piersi, a golić zaczęła się wczesniej niż ja. Umarła na suchoty w wieku dwudziestu dwóch lat, w stanie nietkniętego dziewictwa i skrycie zakochana w świętoszkowatym księdzu, który spotykając ją na ulicy, nieodmiennie witał słowami: ' Witaj, Ferminie, kawał chłopa zaczyna się z ciebie robić'. Ironia losu.

Bohaterowie są wykreowani po mistrzowsku. Każdy z nich jest oryginalny, wnosi swoje "trzy grosze" do fabuły i większości (nie licząc tej gnidy, Fumera) po prostu nie da się nie lubić. Moją szczególną sympatię budzi Fermin Romero de Torres. Plasuje się w ścisłej czołówce listy moich książkowych miłości. Mister Universe to on na pewno nie jest, ale jego inteligencja, niewyparzony język sypiący aforyzmami i ciętymi ripostami, a przede wszystkim południowy temperament sprawiają, że poszłabym z nim na koniec świata i jeszcze dalej :)




Kolejny tom to "Gra anioła". W tej historii poznajemy przede wszystkim pisarza, Dawida Martina. Akcja rozgrywa się dużo wcześniej, niż w "Cieniu wiatru", kiedy Daniel Sempere nawet nie był w planach, a jego ojciec był wstydliwym kawalerem. Księgarnia Sempere i Synowie odgrywa tutaj drugoplanową rolę, ale jest spoiwem łączącym niejako oba tomy. Martin od dziecka jest jej częstym bywalcem, mimo trudnego startu, książki są integralną częścią jego życia. Postanawia więc zostać pisarzem. Początkowo, aby zarobić na chleb, pisze pod publiczkę, wydając pod pseudonimem powieść w odcinkach. Wydanie ambitniejszej książki pod własnym nazwiskiem okazuje się kompletną klapą i kiedy wydaje się, że Martin nie znajdzie wyjścia z beznadziejnej sytuacji, otrzymuje propozycję napisania książki na zlecenie ekscentrycznego, tajemniczego wydawcy,  w zamian za ogromną fortunę. Także i tym razem będziemy mieli do czynienia z tajemnicami przeszłości, niebezpieczeństwami, intrygami i wielką przyjaźnią.

Nie da się ukryć, że drugi tom nie jest aż tak porywający jak pierwszy. Zafon w dalszym ciągu zachowuje niepowtarzalny styl, tyle że sama fabuła po prostu jest mniej interesująca (to pewnie dlatego, że zabrakło tu Fermina :D). Niemniej jednak, z punktu widzenia całej historii jest to ważny element, jednak dopiero sięgając po trzeci tom, czytelnik zdaje sobie sprawę, w jak niesamowicie genialny sposób Zafon zaplanował wydarzenia.



Póki co, ostatnim tomem serii jest "Więzień nieba". Wracamy w nim w czasy opisane w pierwszym tomie. Daniel jest statecznym mężem i ojcem, Fermin przygotowuje się do wzięcia ślubu, niestety księgarnia nie prosperuje najlepiej. Na domiar złego, któregoś dnia pojawia się w niej podejrzany typ, wypytujący o Fermina. Jak się okazuje, demony przeszłości nie dadzą o sobie zapomnieć i mogą stanąć na przeszkodzie w szczęściu chudego pomocnika księgarni. "Więzień nieba" przedstawia wcześniejsze losy Fermina, który, jak się okazuje, ma coś wspólnego z Davidem Martinem, a oprócz tego, jego spotkanie z Danielem nie było przypadkowe. Również przyczyna śmierci matki Daniela jest inna niż ta podana oficjalnie, co pchnie młodego Sempere do poszukiwania prawdy. Wiele wątków zostanie wyjaśnionych, ale inne pozostaną tajemnicą, bo historia jeszcze się nie skończyła. Dopiero się zaczęła.



Co prawda, to "Cień wiatru" jest moją ulubioną częścią, ale "Więzień nieba" pozostawił mnie z refleksjami, nad którymi rozmyślam do tej pory. Ta książka ma szczególny klimat. Powrót duetu Fermin&Daniel znów powodował u mnie niekontrolowane chichoty w różnych miejscach, ale jednocześnie cała historia jest najbardziej mroczna i pozwalająca podejrzewać, że Daniel przejdzie niekoniecznie dobrą metamorfozę. Takie otwarte zakończenie zasiewa w czytelniku pewien niepokój, dlatego ucieszyła mnie wiadomość, że czwarta część cyklu niebawem się ukaże.


A tak tytułem podsumowania: seria "Cmentarz zapomnianych książek" jest historią po prostu magiczną i nie lada gratką dla każdego bibliofila. Bo przecież wszystkie niesamowite historie, opisane w niej, zaczynają się właśnie od książek. Jak dla mnie, książki Zafona zawierają wszystko, co niezbędne do stworzenia fascynującej historii: piękne, stare i tajemnicze miasto, nierozwiązane zagadki przeszłości, bohaterowie, którzy nie boją się w nie zagłębić oraz księgarnia, która jest schronieniem i drugim domem. Plus ciekawostką jest to, że poszczególne tomy można czytać w dowolnej kolejności, więc czytelnik po swojemu może odkrywać drogę do sedna historii. Krótko mówiąc: polecam absolutnie każdemu ;)
 

Jedna, jedyna rzecz, której nie mogę wybaczyć to to, że wydanie trzeciego tomu różni się od dwóch pierwszych. Mam nadzieję, że czwarty będzie wydany jak trzeci, tak dla równowagi ;)

6 komentarzy:

  1. Z tym autorem jeszcze nie miałam do czynienia, ale z chęcią po niego sięgnę, o ile... znajdę na półce w bibliotece :D Bo jak na razie mam w głowie książki, które powinnam przeczytać, a zawsze w bibliotece sięgam po coś innego :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam dodać, ze... piękna zakładka <3

      Usuń
    2. A dziękuję :) moja współlokatorka wiedziała, co mi podarować :D

      Usuń
  2. Kocham jego książki ( a raczej książkę bo pierwszą część) i mam drugą ale oczywiście nie mogę się za nią zabrać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Koniecznie muszę się zapoznać z tą serią!

    OdpowiedzUsuń
  4. Seria, którą wprost kocham, bardzo lubię do niej powracać. :)

    OdpowiedzUsuń