niedziela, 12 czerwca 2016

Parę słów o tym, jak to modne, ckliwe historyjki wcale mnie nie ruszają...








Tytuł: Zanim się pojawiłeś
Autor: Jojo Moyes
Wydawnictwo: Świat książki
Liczba stron: 384
8+/10







Pisałam już  kiedyś o tym, w jaki sposób wybieram książki, które chcę przeczytać. Przy tej okazji wspomniałam też, że rzadko zdarza mi się sięgać po książki, których reklamy zalewają mnie na każdym kroku. No i wszystko się zgadza, a już na pewno jeśli chodzi o historie miłosne, po które w ogóle sięgam baaaardzo rzadko. Tym razem złamałam swoją zasadę. 


O książce "Zanim się pojawiłeś" było bardzo głośno już jakiś czas temu, kiedy to pojawiła się na rynku i stała się bestsellerem. Teraz, przy okazji premiery jej ekranizacji, szał czytelniczy z nią związany powrócił. Słowo daję, ani teraz, ani wtedy niezbyt mnie to ruszało, chociaż w pewnym momencie bałam się otworzyć lodówkę, bo nie byłam pewna, czy nie wypadnie mi z niej kolejny zwiastun filmu lub reklama książki. No i tak w sumie, to nie wiem, czemu w końcu po nią sięgnęłam. Może troszkę z braku sprecyzowanych planów czytelniczych, a może też "dla świętego spokoju" i poczucia, że nic mnie nie ominęło.

Nie wiem, czy jest ktoś, kto nawet z grubsza nie zna fabuły "Zanim się pojawiłeś". Dwudziestosześcioletnia Lou pochodzi z małego miasteczka. Do tej pory jej życie było ułożone: pracowała w kawiarni i bardzo lubiła to zajęcie, od siedmiu lat spotykała się ze swoim chłopakiem, pomagała rodzicom i siostrze. Wszystko diametralnie się zmienia, kiedy właściciel kawiarni zamyka interes, a Lou jest zmuszona znaleźć jak najszybciej inną pracę. Po wielu nieudanych próbach pracy na różnych stanowiskach, Lou decyduje się zostać na pół roku opiekunką osoby niepełnosprawnej. Okazuje się, że opieki wymaga młody, opryskliwy i mający pretensje do całego świata mężczyzna. Oboje nie wiedzą jeszcze, że to zupełnie przypadkowe spotkanie zmieni praktycznie wszystko w ich życiu.


"Człowiek ma tylko jedno życie. I właściwie ma obowiązek wykorzystać je najlepiej, jak się da."

Od razu mówię, że nie byłam zbyt dobrze nastawiona do tej książki. Kilkukrotnie oglądałam "Nietykalnych" (i bardzo lubię ten film) i spodziewałam się bardzo podobnej historii, tyle że z wątkiem miłosnym. Po przeczytaniu kilku pierwszych stron od razu wiedziałam, że na szczęście się mylę. Przede wszystkim Moyes pisze pięknym, bardzo plastycznym, ale jednocześnie prostym językiem. Cała historia pozbawiona jest niepotrzebnych pompatycznych zwrotów i przesadzonych opisów. Akcja jest bardzo uporządkowana, nie brakuje akcentów humorystycznych, a dzięki takiej przyjemnej prostocie, czytelnik z każdym zdaniem dosłownie wsiąka w tę historię.

Nie sądziłam, że "Zanim się pojawiłeś" tak mnie wzruszy. Jest to piękna historia, ale również doskonałe studium psychologiczne. Autorka świetnie przedstawiła sposób myślenia Willa,  który przed wypadkiem żył pełnią życia, był nieprzeciętnie aktywny i przez to tym bardziej nie może się pogodzić ze swoją obecną sytuacją, przez co stał się zgorzkniały i wiecznie zły na innych. Z drugiej strony, paradoksalnie to właśnie Will pokazuje Lou, że świat nie kończy się na małej mieścinie, w której mieszka i że ze swoim "potencjałem" może zrobić i zobaczyć o wiele więcej, niż myśli. Moyes świetnie przedstawiła proces budowania relacji między Lou i Willem- od otwartej wrogości, przez zwykłą uprzejmość, później sympatię i początki przyjaźni, aż do trudnej do spełnienia miłości. 

"-Zastanowiłem się, co by mnie uszczęśliwiło i co chcę robić, a potem nauczyłem się tego zawodu, żeby to się spełniło.
-Kiedy to mówisz, brzmi to bardzo prosto.
-Bo to jest proste. Problem tylko w tym, że wymaga dużo ciężkiej pracy. A ludzie nie lubią się męczyć."

I... co tu dużo mówić, ja, kobieta lubująca się w powieściach historyczno- przygodowych i nieznosząca romansów, nie dość, że zarwałam noc na przeczytanie tej książki za jednym zamachem, to jeszcze płakałam jak bóbr przy zakończeniu. I niech to będzie najlepsza rekomendacja. Cieszę, się, że takie mocno rozreklamowane książki bywają wartościowe i dają czytelnikowi coś więcej, niż tylko kilka godzin rozrywki.

8 komentarzy:

  1. Mam od dawna w planach tę książkę. Ja zawsze się wzruszam przy takich historiach, więc przy tej tym bardziej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja póki co nie mam zamiaru sięgać po tę pozycję głównie ze względu na ten ogromny boom wokół tej książki ;/ Aczkolwiek może kiedy już minie ten szał, skuszę się.

    OdpowiedzUsuń
  3. Odczekam troszkę i po nią sięgnę, może pod koniec wakacji, tak na dobre zaczytanie. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Naprawdę warto, albo samemu wziąć udział i zgłosić się do organizacji lub realizacji festiwalu, albo po prostu skorzystać ze smakołyków i dobrodziejstw, jakie czekają na każdego uczestnika :)
    Co do książki to jeszcze jej nie czytałam! Akurat należę do tego typu ludzi, że nie lecę na bestsellery, ani ogólnie na wszelkie nowinki. Ja wszystko odkrywam wtedy, gdy inni przestają o tym mówić, dlatego też... chyba późno sięgnę po tę pozycję... może za rok... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy teraz, czy później, zapewniam, że akurat z tą pozycją warto się zapoznać :)

      Usuń
  5. Haha! Znowu takie same wrażenia :D Super! Nawet zgadzamy się w początkowej niechęci do książki :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Łzy to faktycznie najlepsza rekomendacja. :) Zapisuję tytuł.

    OdpowiedzUsuń
  7. No miałam dokładnie takie same odczucia! :)

    OdpowiedzUsuń