środa, 8 czerwca 2016

Migawki. Wspomnienia fotografa- Wojciech Plewiński









Tytuł: Migawki. Wspomnienia fotografa
Autor: Wojciech Plewiński
Wydawnictwo: Znak Literanova
Liczba stron: 352
8/10
 






Wstępnie uporałam się z magisterką, więc mam nadzieję, że będę miała więcej czasu na czytanie i na bloga, bo maj pod tym względem był totalną porażką. 
 Bardzo lubię biografie i nie zastanawiałam się długo, kiedy wydawnictwo Znak Literanova zaproponowało mi egzemplarz książki "Migawki. Wspomnienia fotografa" autorstwa Wojciecha Plewińskiego.
Już sam opis bardzo mnie zachęcił:

 Roman Polański tańczący na stole. Maryla Rodowicz w kasku na tle „malowniczej” Nowej Huty. Najodważniejsza sesja Anny Dymnej w negliżu pośród polnych kwiatów. Intymny portret małżeństwa Komedów. Nadzwyczajne zdjęcia WOJCIECHA PLEWIŃSKIEGO zapisały się już w historii. Legendarne postaci uchwycone w legendarnych ujęciach.

Z jego zdjęć patrzą na nas piękne dziewczyny, niezapomniane „przekrojowe kociaki”, które przez lata zdobiły okładki najpopularniejszego PRL-owskiego tygodnika. Ich zazdrośni narzeczeni niejeden raz robili awantury w redakcji „Przekroju”, wściekli, że roznegliżowane zdjęcia ich ukochanych oglądała cała Polska.

Przyznaję się jednak, że wywnioskowałam po nim, że będzie to opowieść o nieznanych, być może czasem pikantnych szczegółach z życia gwiazd ówczesnej epoki, opowiedziana z perspektywy świadka, który te historie uwieczniał na swoich fotografiach. Autor serwuje nam coś zupełnie innego i nie jestem przez to ani trochę zawiedziona.

Historia opowiedziana w "Migawkach" zaczyna się od wspomnień z dzieciństwa autora, który spędził je w Kielcach i okolicznych miejscowościach. Dla mnie jako mieszkanki świętokrzyskiego tym większą przyjemnością było poznawanie miasta, w którym mieszkam, w czasach poprzedzających II wojnę światową. Autor kreśli piękny, choć przesiąknięty wojennymi niepokojami obraz miejsc i społeczeństwa, do których zaniosła go wojenna zawierucha. W sposób wyważony opisuje również swoje studia w Krakowie, życie rodzinne, pierwsze kroki stawiane w architekturze, wyjazdy w przeróżne zakątki świata, aż do pracy w legendarnym już "Przekroju". Wszystko to opatrzone zostało przepięknymi i niesamowicie klimatycznymi fotografiami autora.

Jestem po prostu oczarowana "Migawkami". Plewiński w sposób niezwykle plastyczny nakreślił obraz epoki, która bezpowrotnie minęła.  Urzekły mnie opisy przygotowań i prób do sztuk teatralnych, proces tworzenia każdego numeru "Przekroju", którego znakiem rozpoznawczym były prześliczne "Kociaki". Cały intelektualny i artystyczny światek głównie Krakowa lat powojennych został przedstawiony w niezwykle klimatyczny sposób. Czytelnik nie tylko sam chciałby się znaleźć między tymi wszystkimi osobistościami w jednej z modnych wówczas restauracji; autor prowadzi swoją opowieść w taki sposób, że odbiorca niemal słyszy ten przyjemny gwar, bądź przygląda się z zakątka sali przygotowującym się do sztuki aktorom. Z drugiej strony autor dzieli się przeżyciami ze swoich wypraw, zarówno krajowych jak i zagranicznych. Boże... jak niesamowicie zazdroszczę mu tego niczym niezakłóconego obcowania z naturą, poznawania najdzikszych zakątków kraju, których już teraz nie ma, albo są całkowicie niedostępne, a to wszystko bez kłopotania się o nocleg i jedzenie, bo nikt nie miał problemu z tym, żeby spać w stodole, małej izbie, czy pod gołym niebem.

"Migawki" to książka, do której zdecydowanie powrócę nie raz. Czyta się ją lekko, a opowieść snuta przez Plewińskiego po prostu wciąga. Po tej lekturze mam jednak wrażenie, że "kiedyś było lepiej". Nie chcę tu zostać źle zrozumiana- zdaję sobie sprawę (albo przynajmniej mam pewne na ten temat wyobrażenie), jak trudno było ludziom zarówno w pierwszych powojennych latach, kiedy wszędzie panował chaos, kraj leżał w gruzach i jedzenie było towarem deficytowym, jak i w PRL-u, kiedy to partia decydowała o wszystkim. Mimo wszystko ludziom udawało się spotykać w szerokim gronie, dyskutować o literaturze, sztuce, snuć plany. Rozmowa w pociągu nie była niczym niezwykłym. Mam wrażenie, że być może właśnie przez wojenne przeżycia ludzie byli bardziej odważni, otwarci, poszukiwali kontaktu z innymi, zachowując przy tym zasady dawnego "dobrego wychowania" i odpowiednich manier. Kto w dzisiejszych czasach widział dom, w którym książki stanowią ścianki działowe, a kuzyni ze strony syna brata ciotki babci zatrzymują się w nim na tak długo jak potrzebują, robiąc przy tym wszystko, żeby rano w kuchni nie przeszkadzać przy robieniu śniadania domownikom?

Dla mnie osobiście tamten świat jest niezwykle fascynujący.  Brakuje mi go dzisiaj, kiedy ze znajomymi można sobie "poklikać na fejsie" nie wychodząc z domu, wrażenia z dalekich wycieczek "opowiedzieć" fotkami na instagramie i kiedy nie trzeba mieć wielkiego talentu żeby zostać gwiazdą (jednego sezonu zresztą...). Kiedy coś się zepsuje, to się nie zastanawiasz, tylko to wyrzucasz, a zdjęcia z rodzinnych uroczystości zamiast do albumu, wrzucasz do folderu w komputerze. Wiem, że to sentymentalne i oklepane, ale nie macie wrażenia, że XXI wiek pozbawia nas potrzeby realnego kontaktu z drugim człowiekiem?

Zatem, tak jak widać, książka wprawiła mnie w melancholię i tęsknotę za czasami, kiedy nawet moich rodziców nie było w planach, niemniej jednak trafia do tych ulubionych i staje się ozdobą mojej biblioteczki. Gorąco polecam wielbicielom biografii, książek o historii współczesnej i wszystkim, którzy lubią, kiedy książka przenosi ich zupełnie inny świat.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu:


http://www.znak.com.pl/wydawnictwo-Znak-Literanova

2 komentarze:

  1. XXI wiek niestety w wielu aspektach pozbawił nas tego, co w XX wieku było takie wartościowe - spotykania się, zawierania przyjaźni itd. Muszę koniecznie przeczytać tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawa jestem jego opowieści. Zgadzam się ze słowami Awioli.

    OdpowiedzUsuń